<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117</id><updated>2012-02-03T22:34:57.989+01:00</updated><category term='MUZYKA'/><category term='Podróże'/><category term='Różne'/><category term='Codzienność'/><category term='Film'/><category term='Okazjonalnie'/><title type='text'>Jaro Janisz</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>34</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-7330778244557015508</id><published>2011-11-27T15:20:00.002+01:00</published><updated>2011-11-27T16:56:06.123+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Norwegian Wood</title><content type='html'>Wiatr uderza żaluzjami o szybę okna, samochód za samochodem znikają za horyzontem. Nowy widok, nowe odgłosy. Jeszcze  nieznane ale już nie obce. Z każdą chwilą nowe rzeczy nabierają kształtów by wreszcie stać się naszymi kompanami dnia codziennego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to tworzy miejsce, pewnego rodzaju wyspę z mnóstwem zakamarków, pomieszczeń, ukrytych drzwi. Etap poznawania, tak dobrze znany z dzieciństwa pojawia się w mało oczekiwanym momencie i przenosi nas do dawnych lat, uczuć, wrażeń, przemyśleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne kroki odkrywają przed nami wcześniej nieznane tereny. Jak na grach, gdzie możemy zobaczyć tylko najbliższe siebie otoczenie, by wędrując poznać pełną mapę, by lepiej orientować się w terenie, poznać wszelkie przeszkody, a przede wszystkim znaleźć to najbezpieczniejsze, najbardziej przyjazne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy kolejne niewiadome nikną i przewodnik zapełnia się ważnymi punktami. Gdy z pozoru obce staje się naszym otoczeniem i dobrym znajomym. Gdy nie ma już tajemnic i zostaje jedynie magia - tak na szczęście magia została - gdy wszystko jest jasne pozostaje kwestia naszego miejsca. Znalezienie go opuszcza ostatnią zasłonę, odsłaniając - dom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-7330778244557015508?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/7330778244557015508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=7330778244557015508' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7330778244557015508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7330778244557015508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2011/11/norwegian-wood.html' title='Norwegian Wood'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-1862384278660075110</id><published>2011-07-22T03:08:00.009+02:00</published><updated>2012-02-03T22:34:57.994+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>#9 Dream</title><content type='html'>Jest ciemno, taksówka właśnie dojeżdża na miejsce i zatrzymuje się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pięć dolarów - łamaną angielszczyzną oznajmia taksiarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkładam rękę do kieszeni, jednej, drugiej - w tej znalazłem telefon właśnie dostałem wiadomość &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szukasz mnie jeszcze?&lt;/span&gt; nie znam numeru, brak podpisu. Nie potrzebuję takich danych. Dobrze wiem kto to. Tyle czasu poświęciłem na poszukiwanie. Wiele osób zaangażowałem w to przedsięwzięcie. Nic z tego nie wyszło. I mimo, iż wszystkie znaki na niebie i ziemi kazały się poddać, ja okruszkami nadziei szukałem i szukam nadal. I pomyśleć, że jedno - wydawać by się mogło - zwykłe, przelotne spotkanie, może tak wpłynąć na człowieka. Kilkadziesiąt minut, a później miesiące oczekiwań na ponowne przecięcie się naszych dróg i pełna świadomość, iż może do tego nigdy nie dojść. Gdybym chociaż wiedział jak masz na imię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zniecierpliwiony taksówkarz, nerwowo macha ręką. Wyrwał mnie z labiryntu wspomnień. W końcu w trzeciej tylnej kieszeni jeansów znajduję garść drobniaków - siedem dolców, super. Dałem mu wszystko, ten grzecznie podziękował. Zamknąłem drzwi, a pojazd zniknął bez jakiegokolwiek szmeru silnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cisza i ciemność nocy. Nie wiem gdzie się znajduję, czuję się śpiący. Przecieram oczy i w momencie z mroku wyszło słońce. Świetnie. Dopiero teraz sobie uświadamiam gdzie jestem. Dookoła sporo ludzi korzysta z chwili wolnego czasu. Sport, odpoczynek, obiad na trawie. Partyjka szachów starych przyjaciół, popijający piwko młodzi ludzie na ławkach. Wiosna w pełni, radość w powietrzu. Central Park. Jak ja się tu znalazłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze chciałem odwiedzić to miasto. Pomieszkać tu dłuższą chwilę. Poczuć się jego częścią. Teraz tu jestem. Spacer mostem brooklyńskim, Bronx, Manhattan. Wszystkie te budynki, które znam z setek filmów. Czy to właśnie tu mam Cię znaleźć? Cholera, w Nowym Jorku? Chodziłem tyle razy zakamarkami Krakowa, w którym studiujesz, a teraz mam znaleźć cię w tej pieprzonej metropolii? Skoro tak, zwiedzanie miasta musi poczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruszam przed siebie, wypełniony pewnością, że to właśnie dzisiaj, właśnie w tym miejscu. Nigdy bym nie pomyślał by wieszać ulotki w tym parku. Mijam chłopaków grających w piłkę. Za słupki bramek służą im plecaki. Uśmiecham się. Jeden przypadkiem uderza tak futbolówkę, że ta ląduje tuż pod moimi stopami. Podbijam ją kilka razy, by wreszcie oddać tą wspaniałą zabawkę młodym. Gestem ręki zapraszają mnie do gry. Z chęcią bym się przyłączył, muszę jednak iść dalej, ty gdzieś tu jesteś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie uwierzysz jaki jestem szczęśliwy, że wreszcie. Sam nie mogę w to uwierzyć. Po prawej stronie, pod drzewem nastolatek, fachowo skręca jointa. Przyjaciele - jeden chłopak ,trzy dziewczyny - cierpliwie czekają. Po chwili go odpalają i słodki zapach wypełnia mi nozdrza. Cudownie pachnie. Z ręki do ręki, z ust do ust. Zauważyli mnie. Dziewczyna trzymająca skręta skierowała go w moją stronę. Z przyjemnością sztachnąłbym się raz, czy dwa. Nie tym razem. Cel jest inny dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapach palonego zioła jeszcze na dobre mnie nie opuścił, gdy nagle aromat świeżo parzonej kawy, prawie mnie zaczarował. Wystarczył jeden wdech bym poczuł jej moc. Kawiarnia pod gołym niebem i filiżanka ulubionej czarnej. Właśnie tego mi potrzeba w tym momencie. Usiąść przy stoliku, w cieniu by promienie słońca zbytnio nie przeszkadzały. Niestety. Na to też nie mam czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jestem blisko, serce bije coraz mocniej. Słyszę muzykę. Znam ten kawałek, idę za dźwiękiem. Z każdym krokiem jest wyraźniejszy. No tak. to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;God&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, ktoś świetnie naśladuje autora utworu. Po następnych kilku metrach, dochodzi do mnie jak bardzo się myliłem. To nie, zwykły uliczny grajek. Ale sam Lennon we własnej osobie. No raczej jego duch. Siedzi przy białym fortepianie i wymienia po kolei w co nie wierzy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I don't believe in magic...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; Niewiarygodne, będę mógł mu podziękować za muzykę, która znaczy dla mnie tyle samo co każdy oddech. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I don't believe in Kennedy...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; To dzięki niemu i reszcie z zespołu tak często mogłem liczyć na dobre słowo. Jak się poszczęści to zadam mu jakieś pytanie. I ten utwór tak bardzo go lubię, mimo, że zawsze smutno mi się robi, szczególnie wtedy, gdy mówi, że nie wierzy w Beatles'ów. Ten moment właśnie się zbliża...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciepłe dłonie zakrywają mi oczy, ciarki przechodzą mi po całym ciele. I wszystko przestaje mieć znaczenie. Otaczający mnie świat znika za twymi palcami. Grający w piłkę chłopaki przestają mieć znaczenie. Zapach świeżej marihuany nie liczy się, nie wspominając o kawie. Nawet zjawa idola jest nieistotna. Twój kojący głos zagłusza słowa piosenki: "Tęskniłeś za mną?". Nie muszę odpowiadać, dobrze wiesz. Pięknie pachniesz truskawkami i wanilią. Szukałem cię, a to ty odnalazłaś mnie. Odkrywasz dłonie, otwieram oczy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;The dream is over.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-1862384278660075110?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/1862384278660075110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=1862384278660075110' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1862384278660075110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1862384278660075110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2011/07/o-nieznajomej.html' title='#9 Dream'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5786827856255573432</id><published>2011-03-01T20:07:00.013+01:00</published><updated>2011-12-12T22:37:16.082+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Fikcyjnie</title><content type='html'>"BOHATER"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc już weszła w zaawansowane stadium.Wyłączył komputer, z kieszeni wyciągnął paczkę Lucky Strik’ów. Zostały dwa ostatnie, nie mógł uwierzyć, że w zaledwie kilka godzin wypalił prawie wszystkie papierosy. Wziął i odpalił jednego. Rozpierała go duma. W końcu zrobił coś co miało sens, a przynajmniej powoli go nabierało. Długo zabierał się za napisanie czegoś. Nie potrafił jednak pokonać tej granicy między początkiem, a końcem opowieści. No dobra mógł napisać krótkie opowiadanie ale tak każdy potrafi i nie prowadzi to do niczego. Książka, to jest coś. I zawsze, gdy wiedział jak ma się zacząć i co będzie na końcu, wtedy zaczynały się schody. Próbował w myślach ustawiać zdarzenia, które następując po sobie doprowadzą do finału. Nie miał zbyt wiele pomysłów i projekty upadały, nim jeszcze pierwsze słowo pojawiło się na kartce. Tym razem przełamał się i kilka miesięcy wcześniej postawił nie myśleć, co będzie gdy zacznie, po prostu będzie pisał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stworzył bohatera, który miał przebrnąć przez masę kłopotów zarówno w świecie fizycznym jak i metafizycznym. Zjawy, latające przedmioty, gadające zwierzęta. Nie mogły go też ominąć kłopoty sercowe i starania o względy tej jedynej. Co to by były za losy bez miłości. A głównym wątkiem miały być, poszukiwania seryjnego mordercy grasującego od dwóch stuleci. Bohater - którego nazwał James McAroy -  balansował między cienką granicą życia i śmierci, by uwolnić się od nawiedzających go duchów ofiar tegoż zabójcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otworzył piwo, by papieros lepiej smakował. Był dumny z historii, którą tworzył. Przede wszystkim z głównego bohatera, powołanego przez niego do życia. Zaczął pisać gdy miał pomysł na dwie, góra trzy strony. W tym momencie została mu jedynie końcówka. To dzięki stworzonej przez siebie postaci zaszedł tak daleko, to on ciągnął opowieść. Właściwie pisząc nigdy nie wiedział co zaraz nastąpi. James McAroy był jego przewodnikiem. Powoli stawał się osobą z krwi i kości. To on stał się motorem napędowym opowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sean - bo tak miał autor na imię - zawsze po wyłączeniu komputera zastanawiał się co teraz robi James. Był pewien, że żyje w świecie między słowami swej własnej opowieści. Często włączał komputer ponownie i starał się go podglądać.Zwykle kończyło się na tym, że powstawało kilka, kilkanaście nowych stron. Na dzisiaj jednak już dosyć. Miał tylko nadzieje, iż jego bohater nie wpadnie w jakieś tarapaty, bo miał do tego talent. Niejednokrotnie starał się z nim rozmawiać, zostawiać mu wiadomości napisane sprayem na ścianie, którą mijał każdego dnia idąc na przystanek. Czasami wrzucał mu kartkę, list do skrzynki. James tego nie zauważał, a Sean był zawiedziony, iż żadna próba interakcji nie daje efektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopił piwo, zgasił papierosa i zaczął zbierać się do spania. Poczuł jednak głód więc zrobił sobie kanapki, do tego zimna cola i kolacja gotowa. To było jego ulubione jedzenie, szybko i konkretnie, James też tak miał.&lt;br /&gt;Gdy skończył pomył po sobie naczynia. Przygotował łóżko, a później wskoczył do wanny by się o orzeźwić. Potem szybko do spania. Jeszcze przed snem dostrzegł podobieństwa w zachowaniu jego i James’a. Uśmiechnął się i po chwili zasnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia po śniadaniu wyszedł na spacer by przemyśleć zakończenie. Miał już niby, od samego początku pomysł na koniec tej historii. Z czasem pojawiania się kolejnych postaci, po kolejnych przygodach James’a, finał jaki przygotował  zaczynając pisać, stracił sens. Do tego był mniej przebojowy niż losy jego bohatera. Musiało się skończyć tak by czytelnicy po przeczytaniu ostatnich słów siedzieli z otwartymi ustami, jeszcze przez chwilę. Nie mógł wymyślić co to miało by być. Tego dnia wpadł na coś. Skoro nie potrafi doprowadzić do takiej reakcji, to może chociaż zszokować odbiorców. Był pewien, że istnieje tylko jedno wyjście: W ostatnich zdaniach opowieści James McAroy zginie. Będzie to śmierć tragiczna w obronie ukochanej. Sean czuł dumę po raz kolejny w ostatnim czasie. Zdał sobie sprawę, że cały czas wszystko do tego zmierzało i, że właśnie wpadł na ostatni element układanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mógł teraz spokojnie wrócić do domu i pisać dalej. Jeszcze tylko zakupy. Idąc tak zapomniał o wszystkim, w pewnym momencie po drugiej stronie ulicy zobaczył wielki, jaskrawy, zielono-pomarańczowy napis: UWAŻAJ! Stanął jak wryty, a na twarzy poczuł wiatr wytworzony przez pędzącą ciężarówkę. Jeszcze chwilę po jej zniknięciu nie mógł dojść do siebie. Kiedy odzyskał świadomość na murze w miejscu, w którym wcześniej był napis, zobaczył rysunek przedstawiający jakieś dziecko z ołówkiem i tylko kolory zgadzały się z tym co było tam - czego był pewien - wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko zapomniał o zdarzeniu i wrócił do domu. Otworzył nową paczkę Lucky Strik'ów. Nie było tam - jak to zwykle jest - dwudziestu papierosów. Jednego brakowało. Nic z tym nie mógł zrobić, więc nie przejmował się tym. Tradycyjnie do dymiącego truciciela, zimne piwko. Włączył komputer, wyszukał plik i już był gotowy. Przeglądnął jeszcze ostatni rozdział, po czym zaczął pisać. Zatracił się w tym, a palce same tworzyły zdania. Napisanie zakończenia zajęło mu nieco ponad trzy godziny. W tym czasie ani na chwilę nie wstał od klawiatury. Pisząc "KONIEC" poczuł dumę, postanowił przeczytać to co napisał, by ewentualnie poprawić błędy. Gdy zobaczył, że na ekranie zamiast wielu zapisanych stron, jest tylko krótka notka, nie mógł uwierzyć. Zaskoczenie się pogłębiło gdy przeczytał co napisał:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jesteś wytworem mojej wyobraźni Sean! Jeżeli James McAroy zginie, umrzesz i Ty! UWAŻAJ!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedział przez dłuższy czas w bezruchu. Początkowo nie mógł uwierzyć. Z każdą minutą nabierało to jednak sensu. Często mu się zdarzało, iż nie miał wpływu na swoje życie, nie zawsze. Poczuł ulgę i zadowolenie. Jeżeli będzie trzymał zasad wyznaczonych przez autora, będzie żył wiecznie. Razem staną się nieśmiertelni.Przez tyle czasu chciał się komunikować ze swym bohaterem i to mu się nie udało. Teraz to autor kontaktuje się z nim, odpowiadał mu taki układ. Nie może zabić James’a, wymyśli dla niego inne zakończenie i jak długo będzie żył, tak długo on - Sean - będzie istnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak też się stało. Powieści z Sean’em pisarzem w roli głównej odniosły sukces i każdego roku pojawiała się nowa część. Powstała nawet jedna ekranizacja, której kontynuacja została zapowiedziana na rok następny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętajcie bohaterowie stworzeni przez nas też żyją. To my dajemy im życie. To, że biorą udział w fikcyjnych wydarzeniach, nie znaczy, iż nie mają woli by być. I tylko dzięki nim historie mają dalszy ciąg. Wypełniają strony magią. To ich losy trzymają w napięciu, a czasami doprowadzają ludzi do łez. Doceńmy ich i traktujmy tak jakbyśmy siebie traktowali. Bo jeśli ich nie będzie, to i my nie będziemy wiele znaczyć. Bo czym jest autor bez bohatera.&lt;br /&gt;Z wyrazami szacunku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                                                                                                                   &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;James McAroy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5786827856255573432?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5786827856255573432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5786827856255573432' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5786827856255573432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5786827856255573432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2011/03/wyaczy-komputer-z-kieszeni-wyciagna.html' title='Fikcyjnie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-8231844929419155515</id><published>2011-01-07T02:09:00.011+01:00</published><updated>2011-01-11T01:32:47.051+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Re-turn</title><content type='html'>Zgadza się, dobrze widzicie nie macie przewidzeń, na tym "Blogu widmo" pojawił się nowy post (wpis). Jeśli macie nadzieję na nową opowieść to możecie się zawieść. Niebawem jednak coś nowego się ukaże. Mam nadzieję, ta przerwa nie powinna trwać tak długo jak ostatnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś ostatnio zapytał mnie dlaczego przestałem pisać. Sam nie wiem do końca dlaczego. Bo niby gdzieś tam w środku kłębiły się myśli, pomysły, a palce się rwały do wędrówki po tafli klawiatury i to powinno wystarczyć, tak mi się wydawało. Kawa zalana muzyka, delikatnie wychodzi z głośników, word odpalony... a pod palcami cisza. Dźwięk uderzanych klawiszy tak wyczekiwany, tak uspokajający. Ten dźwięk który dawał upust moim myślom, strapieniom - zanikł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałem co robić. W głowie powoli robiło się targowisko. Pomysł zagłuszał pomysł, zagłuszany przez myśli mniejsze, większe, malutkie. Na  początku dawałem radę, nie dałem się mieszać w tym kotle historii, zdarzeń i światów. Jak długo jednak można współistnieć i nie odnieść żadnej szkody. Powoli ogarniało mnie szaleństwo. Wpierw widziałem rzeczy, których nie było. Potem już odróżnić nie mogłem rzeczywistości od wyimaginowanych światów. Raz lądowałem w środku bitwy o jakiś kawałek ziemi, padałem na twarz i budziłem się we własnym łóżku na środku jeziora do którego wpadałem i "przebudzałem się" pod prysznicem na plaży, chyba na hawajach. Słoneczko, ocean powiew wiatru tam zostałem na dłużej, sami rozumiecie. Tak wiem, że rozumiecie, szczególnie w te zimowo śnieżne dni. Czasami traciłem świadomość w autobusie, sklepie właściwie wszędzie. Potem nie wiadomo jakim sposobem znajdowałem się w domu, a może to nie był dom? Któż to wie. Nie będę dłużej prowadził was przez świat szaleńca, boję się, że zabłądzicie razem ze mną, a sami widzicie ile zajęło mi odnalezienie drogi powrotnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jestem zatem szaleńcem? Pewnie tak. Kto nie jest. Czy jednak byłem z wami szczery? Chyba nie uwierzyliście w to co napisałem? Jeżeli uwierzyliście, to możecie być pewni, że też jesteście szaleńcami. Chciałem wprowadzić trochę dramatyzmu, niestety mam świadomość, że nie daliście się nabrać. Przykro mi, starałem się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pisałem tyle bo czegoś brakowało, nie wiem czego i co się zmieniło, że w końcu napisałem. Mam nadzieję zmyślić niedługo jakąś historię, trzymajcie kciuki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem na koniec taka stara opowieść, którą część zna. Opowieść z życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;People are strange&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bielsko-Biała przełom marca i kwietnia rok 2004.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdarzyło się tak, że przez rok uczęszczałem do szkoły dla dorosłych w Bielsku. Pewnego dnia postanowiłem nie iść na parę lekcji, to była środa (zajęcia odbywały się od poniedziałku do środy) zadowolony z wcześniejszego (parę godzin ale zawsze coś) weekendu udałem się na dworzec PKS.&lt;br /&gt;Pogoda była całkiem ok, tzn. na tyle dobra by przysiąść na dworcowej ławce i nie marznąć. Miałem ponad godzinę do odjazdu, co mnie trochę ucieszyło bo mogłem poczytać sobie książkę na świeżym powietrzu.&lt;br /&gt;Przysiadłem więc na ławce, i zacząłem czytać. Po 20 min spokojnego "spożywania" lektury, kątem oka widzę gościa, raczej bezdomnego: "oho zaraz zapyta o fajkę albo drobniaki" – pomyślałem i czytam dalej. W końcu słyszę oczekiwane:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam bardzo, masz może papieroska?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz zobaczyłem go dokładniej: koleś koło 50, zmęczony życiem, trzydniowy zarost, lekko brudny, diagnoza - bezdomny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak – odpowiadam sięgając po fajki do kieszeni i częstuję gościa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dziękuję Ci serdecznie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już mam wracać do czytania, gdy pada kolejne pytanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co czytasz, jeżeli można spytać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- "Wybierz czerwoną pigułkę" – mówię i pokazując mu okładkę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A o czym to?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;No to trafił się gawędziarz, może następna odpowiedź go usatysfakcjonuje i będę mógł dokończyć rozdział - w myślach mówiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jest to książka o: nauce, filozofii oraz religii zawartej w filmie Matrix, nie&lt;br /&gt;  wiem czy pan słyszał o tym filmie – odpowiedziałem na kolejne pytanie nieznajomego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Aaaa to ten, słyszałem... Baaa nawet oglądałem wczoraj, u brata na Discovery program o tym jak robili ten film. Człowieku! Taka teraz technika jest, głowie to się nie mieści. Czego to ludzie nie wymyślą, za moich czasów... ha, ha, ha... - Przerwał śmiejąc się. Po chwili kontynuował - przypomniało mi się, jak byliśmy u brata na sylwestra to był początek lat 90-tych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schowałem książkę, zapowiadało się ciekawie. Poczęstowałem chłopa kolejnym papierosem, sam też zapaliłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Proszę mówić dalej - poprosiłem wypuszczając dym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobra. Siedzimy sobie na tym sylwestrze, telewizor stary, radziecki czarno-biały włączony, już w dziobach zdrowo, bo to wiadomo w taki dzień trzeba - lekko się uśmiechnął, po czym mówił dalej - W telewizji zaczyna się odliczanie, toast i chlup. Po północy na ekranie pojawia się babeczka, prezenterka. Pinda zarozumiała, że niby wszystkie rozumy pozjadała i mówi: "Mili państwo wszystkiego najlepszego w nowym roku, teraz puścimy utwór zespołu A C piorun D C"* - z chwilą wypowiedzenia tych słów wybucha śmiechem, ja też nie mogę się powstrzymać. Zaraz jegomość dodaje:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;- To jeszcze nic. Ktoś chyba jej zza kamery dał do zrozumienia, że coś źle powiedziała. Postanowiła więc powtórzyć głośniej i wyraźniej: "Przed państwem zespół A C PIORUN D C"*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja już nie wytrzymałem i z kolesiem prawie na ziemi leżeliśmy ze śmiechu. Poważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po tym człowiek ten wstał, pożegnał się i poszedł. Co oczywiste nigdy już go nie spotkałem ale stał się w pewien sposób nieśmiertelny. Nie jeden mój znajomy go poznał dzięki tej historii. Myślę, że ten pozytywny pan zasługuje by zaistnieć na kartach tego bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* AC i DC proszę czytać po Polsku nie "ejsi disi"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnego razu, pozdrawiam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-8231844929419155515?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/8231844929419155515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=8231844929419155515' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8231844929419155515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8231844929419155515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2011/01/re-turn.html' title='Re-turn'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-4240929305130581696</id><published>2009-05-04T20:38:00.009+02:00</published><updated>2009-05-05T13:59:24.852+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Podróże'/><title type='text'>Крим, Україна</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Krym, Ukraina (kwiecień/maj 2009)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I już po wszystkim. Nie wiem od czego zacząć, początki zawsze są najtrudniejsze. Co napisać i jakich słów użyć, by wszystko było spójne, interesujące, a przede wszystkim sensowne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę więc od końca. Po dwudziestoczterogodzinnej podróży pociągiem na trasie: Symferopol – Lwów i późniejszych dojazdach dotarliśmy do Polski. Każdy rozjechał się w swoją stronę i każdy z nas na swój sposób przeżywa wypad na Krym jeszcze raz. Analizom, rozkminkom i wspomnieniom nie będzie końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz powinno się zacząć sprawozdanie, relacja z podróży. Coś typu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nasza podróż zaczęła się w nocy z 24/25 kwietnia… itd.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jednak nie będzie. Nie będę pisał o wydarzeniach, nie o wszystkich. To niemożliwe bym sam wszystko spisał. Musiałbym robić notatki. Nie było na nie czasu. Może gdyby nasza szóstka spotkała się i przy piwku zabrała się za rozkminkę tych wydarzeń powstało by coś najbardziej wierne prawdzie. Coś co było by zbiorem przygód. Choć i wtedy nie wszystko zostałoby powiedziane, a Wy „słuchalibyście nas jak bajki o żelaznym wilku”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego nie podejmuję się wyzwania relacji z podróży. Ci co tam byli czytając to wspomnieniami będą przemierzali te same ścieżki (mam taką nadzieję). To ścieżki, które na zawsze wyrzeźbiły swoje piętno w naszej pamięci.&lt;br /&gt;Dla tych, których z nami nie było – zapewne to zdecydowana mniejszość czytelników – tekst ten będzie ciężki, nie będzie się trzymał kupy, czas nie zawsze będzie szedł do przodu, a wydarzenia nie będą następować w takiej kolejności jak było w rzeczywistości. Przykro mi. I wiem, że mógłbym napisać – tak jak zawsze zakładam – spójnie, interesująco i sensownie. Jednak forma, na jaką się zdecydowałem wydaje się jedyną słuszną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może to zwykły bełkot, zwykłego człowieka, który po niezwykłych przygodach wraca do zwykłego świata? Pewnie tak jest. I pewne jest, że powrót do codzienności jest niezwykle trudny. To kac. On minie. Ale chęć osiągnięcia tego stanu przed kacowego zostanie. Już nie mogę się doczekać kiedy znowu odurzony przygodą wsłuchiwać się będę w szmery pociągowej orkiestry. Brzmi to jak podsumowanie, jak koniec. Końcem jednak nie jest. A podsumowaniem? Jeżeli nawet to nieostatnim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyżej zdradziłem, że wyruszyło nas sześciu i choć przez kilka dni włóczyliśmy się w większym bo siedmioosobowym gronie, do kraju wrócili ci co go opuścili i nikt więcej, a szkoda. Szkoda? W sumie każdego z osobna musicie się spytać o zdanie, pewnie odpowiedź na pytanie: Czy tęsknisz za…? Nie skończyłaby się na zwykłym Tak lub Nie. Jeżeli chodzi o mnie to trochę brakuje mi śmiechu tej młodej dziewczyny, jej dziwnych pomysłów. No ale ja przywiązuję się do ludzi, miejsc i przedmiotów. Swoje wniosła do grupy i należeć będzie do tych miłych wspomnień, jak zresztą cały ten wyjazd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz wypadałoby wspomnieć o uczestnikach tej krymskiej wyprawy. Bez charakterystyki postaci. Bez przesady. &lt;br /&gt;Byłem tam ja, czyli Jaro, brat mój Seb, Adamo i jego kuzyn Tomassi i dwóch Michałów: Majk i Suszi. I tak jak powtarzam jednemu takiemu (pozdro) podróż smakuje najlepiej w doborowym towarzystwie, a ukraińska wyprawa mnie w tym utwierdziła. Bo ekipa była przednia, a niekończące się rozmowy, poranne rozkiminki i śmiech praktycznie ze wszystkiego i ze wszystkich to najmocniejsza strona wyjazdu. Dzięki Wam chłopaki! Wiem, wiem przemierzanie świata w samotności ma też swój klimat, jeżeli ktoś taki klimat ma i lubi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale z kim wspomnisz Misze, który wbija się do naszego wagonu z flaszką, a później nie daje nam spać? Nikt też nie wspomni ci, co działo się na imprezie dzień wcześniej – sam nie pamiętasz – że miałeś dziewczynę przez kilka godzin (poróżniła was różnica poglądów – niestety). Nie pośmiejesz się z tego. Nikt nie dokończy za ciebie zdania z którego wyjdzie jakiś pieprzony nonsens, który jest niezwykle zabawny. Tylko z kimś możesz dać się ponieść fantazji tworząc wyimaginowane sytuacje, jednocześnie nie tracąc kontaktu z rzeczywistością. Albo, kto ci z uśmiechem na twarzy powie, że w busie do Jałty przybierałeś cyrkowe wręcz pozy podczas snu, kładąc się na kolanach nieznanej Ukrainki. Komentarze o lokalnych strojach też mają swój klimat. Mokasyny i lśniące garniaki już zawsze będą wywoływać u nas uśmiech, przynajmniej ja tak to widzę.&lt;br /&gt;A piwo? No powiedz jak smakuje w samotności? Tak wiem, można rozmyślać w samotności, ale czy znaczy to, że w większym gronie się nie da? Każdy ma chwilę, gdy odcina się od wszystkiego, lecz z ekipą masz tego czasu tyle ile potrzebujesz – nie więcej, nie mniej.&lt;br /&gt;Samemu wizualizacja - projekcja przyszłego obiadu też nie jest smaczna. Eh… te ziemniaczki z cebulką i kefirem to już klasyka, następnego dnia do wizualizacji dodaliśmy jeszcze sadzone jajeczka, a niespodziewanie dostał nam się jeszcze koperek. No i nie powiesz mi, że jajecznica na kaca, po nieprzespanej nocy smakuje tak dobrze jak z ekipą. Do teraz czuję zapach wszystkich posiłków. Nawet tych koktajli energetycznych, które kilka razy zastępowały nam z powodzeniem obiad.&lt;br /&gt;Wspinanie się na skałę by dotrzeć do cerkwi by góry spojrzeć na morze i miasto pod stopami, też mijałoby się z celem. Tak samo zresztą wycieczka do Jaskółczego Gniazda nie miałaby sensu. Bo mimo, że widok w tych miejscach zapierał dech w piersiach i należy do najwspanialszych przeżyć na równi - chociażby - z widokiem Sarajewa nocą. Jednak zarówno spojrzenie w lśniące oczy bośniackiej stolicy jaki i krymskie miejsca widokowe nie miały by znaczenia bez słów które zostały wypowiedziane w drodze do, czy też na, czy przez.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wiesz, mógłbym tak wymieniać bez końca, redagować, wprowadzać korekty, a nie wymieniłbym wszystkich plusów bycia, przeżywanie, podróżowania  - w grupie. To nie jest manifest. To nie jest wyrzut. Nie próbuję też na siłę zmienić czyjegoś światopoglądu (choć tak właśnie może to wyglądać). I nie jest to adresowane do jednej osoby, choć ta jedna osoba miała wielki wpływ na formę tego co wyżej. Ja podtrzymuję swoje zdanie, że podróż smakuje najlepiej gdy nie jesteś sam, a odgrzewanie przygód po: dniach, miesiącach czy latach – smakuje tak samo dobrze jak odgrzewane, przysmażane ziemniaki, a nawet lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz dalej o ludziach. Tym razem jednak nie o nas, lecz o nich – czyli, ludzie Ukrainy. Historia, stereotypy i może mylenie Ukraińców z Rosjanami wyrzeźbiło pewien pogląd na tablicy postrzegania przeze mnie świata. Negatywny pogląd i jechałem na wschód z lekkim strachem. Szybko zmieniłem zdanie. Ukraińcy to mili, życzliwi ludzie. I mimo, że na ulicach możesz spotkać dresiarzy. To jest to bardziej styl mody, niż agresja kryjąca się za sportowym odzieniem. Nie mieliśmy żadnych spięć z nikim, a niechęć do Polaków to też tylko mit, a na pewno przeszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ukraina wypada na plus w zestawieniu z Polską jeżeli weźmiemy spożywanie alkoholu w miejscach publicznych, pod popularną „chmurką”. Na porządku dziennym jest spacerująca para z piwem w ręku. Na ławkach młodzież siedzi z uśmiechami na twarzach popijając piwo, wino, czy wódkę. I jak już wcześniej wspomniałem spięć nie ma. Policjanci są praktycznie niewidoczni, no ale chyba nie mają zbyt wiele do roboty, bo spokojnie jest. Może to tylko Krym? Ale w kulturze picia, bawienia się i spokoju po spożyciu, nam Polakom dużo brakuje. I już nie mogę się doczekać kiedy znowu odwiedzę tę krainę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to co wyżej napisałem nie daje odpowiedzi na to gdzie i kiedy się wszystko zaczęło. Gdzie jest początek. Ten tekst nie dał jeszcze odpowiedzi na to pytanie.&lt;br /&gt;Sięgam pamięcią do ubiegłego tygodnia by wspomnieć gdzie znajduje się źródło, gdzie bieg tej historii nabrał pędu by gnać ku nieznanemu. Tak wiele się działo i tak dużo z tego było początkiem.&lt;br /&gt;Bo czy nie możemy początkiem nazwać fajerwerki w Jałcie otwierające sezon? Równie dobrze wspinaczka na wzgórze w Sewastopolu, czy wcześniejsza gra w tysiąca coś zaczynały. Nikt też nie odmówi wyjątkowości i klimatu - jakim zwykle charakteryzuje się początek – wznoszonym toastom w Symferopolu (Kapitan Planeta rullez).&lt;br /&gt;Śniadanie na jednym z placów Odessy w niedzielny poranek też jest dobrym początkiem. Równie dobrym, a może lepszym jest palona szisza w podziemiach Lwowa. Picie przed wyjazdowego piwa w Krakowie też coś zapoczątkowało. Faktem jest, że wszystkie te przygody, wydarzenia mogły by być dobrym początkiem. Czymś od czego zacząć by wypadało, a nie kończyć – jak to czynię – opowieść. Każde z osobna warto by rozwinąć i nie raz w gronie uczestników tej podróży tak się właśnie stanie. Jak już jednak pisałem – sam tego nie potrafię ogarnąć i to wyżej ma taki, a nie inny charakter. I wszystko to zaczęło się od słowa – idei. Chociaż, może teraz się zaczyna? Przecież jesteśmy bogatsi o doświadczenia i inaczej patrzymy na świat. Przynajmniej ja. Osiągnęliśmy to chcieliśmy, to co jest celem każdej wyprawy - odnaleźliśmy czas i miejsce gdzie liczyło się tylko tu i teraz. Do następnego razu. I właśnie dlatego koniec jest początkiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;P.S.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pozdrowienia i podziękowania dla Jacha, Adama, Tomasza, Suchego i Majkela, cheers Mates!&lt;br /&gt;I przepraszam za błędy wszelakiej natury. Mam nadzieję, że logiczne to jest mimo wszystko. Pisałem pod wpływem emocji. Zderzenie z tym co było, a tym co jest zawsze czyni szkody. Nie jest to tragedia, a zniszczenia to głównie sprawa aklimatyzacji.&lt;br /&gt;Cholera, ale było rewelacyjnie, no nie?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-4240929305130581696?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/4240929305130581696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=4240929305130581696' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4240929305130581696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4240929305130581696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/05/blog-post.html' title='Крим, Україна'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-7028083679896780389</id><published>2009-04-16T18:13:00.008+02:00</published><updated>2009-04-16T23:44:13.057+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MUZYKA'/><title type='text'>Głos Wszechświata</title><content type='html'>Już od jutra szukajcie w sklepach nowej płyty Depeche Mode. Oficjalna premiera jest co prawda 20 kwietnia, jednak Sounds of the Universe już od piątku będzie można zakupić. Tym razem członkowie zespołu rozpieszczają swoich fanów bo prócz podstawowego krążka proponują niesamowity zestaw osiemnastu zupełnie nowych (13 SOTU + 5 bonusowych) utworów, dema starszych kompozycji m.in. I Feel You i Judas, które brzmią całkiem ciekawie (fragmenty są dostępne &lt;a href="http://www.cede.ch/de/music-cd/frames/frameset.cfm?aobj=751631"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Nie tylko nasze uszy będą rozkoszować się tą ucztą wszechświata, będziemy mogli zobaczyć filmy z pracy nad albumem oraz unikalne wersje studyjne czterech utworów, ciekawe jak zabrzmi odświeżone po latach z nową aranżacją Stories of Old (Studio session). Zestaw mają uzupełniać zdjęcia, książki itp. a wszystko to zawarte w Sounds of the Universe - Deluxe Box Set.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle jeżeli chodzi o reklamę produktu, zajmę się teraz promowaniem zawartości.&lt;br /&gt;Bo nie wiedzieć czemu nowa płyta DM jest dostępna legalnie i zupełnie za darmo do odsłuchu &lt;a href="http://www.dhnet.be/dm/"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;. A skoro tak to już teraz można się rozkoszować dźwiękami świata... przepraszam - wszechświata. I każdy sam może ocenić nowe dziecko depeszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta zaczyna się od dźwięków dobywających się gdzieś z dalekich galaktyk, to przypomina nam strojenie syntezatorów, przygotowanie do wielkiej i pasjonującej podróży. Ja takie mam przynajmniej wrażenie... i zaczyna się na dobre. Spokojny, hipnotyzujący głos Gahana zapina nas w kajdany. Jak się później okaże nie wypuści nas z nich aż do samego końca. Z każdą chwilą przenika nas orgia dźwięków wprowadzająca nas (pisząc nas opieram się głównie na swoich uczuciach)w niesamowitą ekstazę. Jeszcze nigdy Depeche Mode nie brzmiało tak dojrzale, tak skomplikowanie. Jest coś tak niezwykle magicznego w tej płycie, coś mistycznego co nie daje spokoju i sprawia, że zamykając oczy przenosimy się do innego świata, unosząc się lekko nad powieszchnią. Mam wrażenie, że to muzyka napisana specjalnie dla mnie, jakby chcieli pokazać, że jeszcze mogą mnie czymś zaskoczyć. A ja tak sceptycznie podchodziłem do tego co mogą zaprezentować.&lt;br /&gt;Dali mi pstryczka w nos, ale jaki to przyjemny pstryczek. Dziękuję za tak miły cios z zaskoczenia.&lt;br /&gt;Co tu znajdziemy, niech pomyślę... w sumie czego tu nie znajdziemy. Jest tu spojrzenie DM do swoich początków, do czasów Some Great Reward i Black Celebration. Martin od kilku miesięcy chwali się, że ma nowy fetysz: to zakup na ebayu sprzętu analogowego. To słychać ale jest to jak najbardziej pozytywny smaczek. Trochę depesze odeszli od gitarowego grania i to też dobrze. Ale odeszli nie znaczy, że zrezygnowali całkiem. Jeszcze nigdy Depeche Mode nie wymieszało tak idealnie składników by stworzyć coś tak smacznego. Gitarowe riffy są w tym miejscu co powinny i jest ich dokładnie tyle ile powinno.&lt;br /&gt;Do tych analogowych i gitarowych smaczków dochodzą nowoczesne rozwiązania i świetna produkcja przez co SOTU nie brzmi ani archaicznie, ani rockowo, tylko daje nam to co wszechświat ma do zaoferowanie. PO raz kolejny Depeche Mode pokazuje nam, że nie patrzy na modę jaka obowiązuje, nie liczy na masy. Wręcz przeciwnie robi płytę antypopową. Niektóre utwory nie mają w ogóle refrenu, inne mają nietypowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując i zaznaczając, że to wyłącznie moja  opinia i nie jest ona po jednym odsłuchu bo już od jakiegoś czasu legalnie można słuchać: nie wiem jak będzie po dłuższym czasie. Z pewnością mogę przyznać, że to jedna z niewielu płyt DM, którą słucham całą z niesamowitą przyjemnością. Przy żadnym utworze nie mam odruchu  - zmień, czy następny. Nie ma zapchajdziur na tym krążku. I gdy milknie Corrupt, i gdy Wrong wydaje ostatnie instrumentalne dźwięki wszechświata mam ochotę słuchać od początku. Ale z SOTU trzeba pożyć, uwierzcie! Pierwszy odsłuch odsłania nam jedynie część tego co ma do zaoferowania DM. Z każdym kolejnym odkrywamy coś nowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opinia fana, ale fana muzyki. Depeche Mode stworzyli coś niesamowitego, coś przepysznego - rozkoszujcie się ucztą wszechświata!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec dwa ostatnie smaczki czyli studyjne wersje dwóch utworów, a wszystko legalnie:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://it.video.yahoo.com/playlist/101490458"&gt;Wrong&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://it.video.yahoo.com/watch/4684257/12518389"&gt;Corrupt&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ENJOY!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-7028083679896780389?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/7028083679896780389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=7028083679896780389' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7028083679896780389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7028083679896780389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/04/gos-wszechswiata.html' title='Głos Wszechświata'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-2715303971608715587</id><published>2009-04-02T17:47:00.013+02:00</published><updated>2009-04-04T19:11:59.060+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Nowa opowieść</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Czas, który pozostał"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbudził mnie gwałtowny podmuch wiatru. Czyli już po wszystkim - pomyślałem. &lt;br /&gt;Obudziłem się w szpitalu. Ostatnie co pamiętam to, to jak na wpółprzytomny leżąc na łóżku jestem wieziony przez szpitalny korytarz. Światła na suficie poruszają się jak na pasie startowym i w końcu tracę przytomność.&lt;br /&gt;Teraz jest po wszystkim i chyba wszystko jest dobrze. Tak mi się zdaję. Nie czuję bólu, nie jestem podpięty pod kroplówkę, a i wypoczęty jestem. Zaskakująco wypoczęty. Dawno tak dobrze nie spałem.  Budzę się jakbym był na wycieczce w nowym miejscy. W czystym, sterylnym hotelu. Nie dochodzi do mnie żaden dźwięk prócz wcześniej wspomnianego wiatru uderzającego z wielką siłą w okna, drzewa, w cokolwiek co stanie mu na drodze.&lt;br /&gt;Dobra trzeba się zwlec z łóżka i rozejrzeć. Może ktoś powie co się stało i jak długo mam tu zostać. Ubieram buty, które leżą z boku łóżka wstaję i wychodzę. Za drzwiami sali niesamowita cisza. Na korytarz nie docierają dźwięki z zewnątrz. Cisza aż w uszach piszczy. No i ta niepokojąca pustka. Gdzie się wszyscy podziali?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korytarz prowadzi tylko w jedną stronę. Zamykam drzwi i spoglądam na numer znajdujący się na nich by  nie zabłądzić, by mieć jakąś wskazówkę skąd jestem - nr 7. Idę przed siebie. Jedyną możliwą drogą. Korytarz ma kilka metrów i za chwilę dotrę do ściany. Tuż przed nią widzę, że ta ulica odbija w prawo. Idę, a co mam robić? Ani pustka się nie zapełniła, ani cisza nie odezwała. Za rogiem nowy korytarz. Strasznie jasny. Cholera jak razi w oczy. Po co tyle jarzeniówek? Kto wpadł na taki pomysł, by tak potrzebne pieniądze „zainwestować” w wypalające wzrok lampy? I to w dobie kryzysu?&lt;br /&gt;Nie mogę spokojnie patrzeć przed siebie, a spacer z zamkniętymi oczami mija się z celem. Jednak bardzo chcę iść dalej. Opuszczam wzrok. I dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że mam na sobie szpitalne ubranie. Nie, tak nie mogę się pokazać, muszę zarzucić choćby szlafrok. Wracam do pokoju i już mam wyciągnąć coś z szafy stojącej tuż obok drzwi, patrzę jeszcze czy koło łóżka nie mam jeansów, bluzy, czegokolwiek. Ubrań nie ma. Natomiast na moim miejscu ktoś leży. Jak to się stało? Przecież nikogo nie mijałem, a jest tu tylko jedna droga. Podchodzę nieśmiało, by spojrzeć kto, by może z kimś zamienić słowo jak się zbudzi. Próbuję zachować ciszę, by ewentualnie nie przestraszyć tego kogoś. Jeszcze tylko krok i… już jest w zasięgu wzroku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamarłem. Stałem jak wryty w ziemie, a myśli krążyły. Czy to jakaś narkotyczna wizja? Czy to sen? To przecież niemożliwe. Na łóżku leżał.. no właśnie leżał chyba nie do końca pasuje. Powinienem powiedzieć: Na łóżku leżałem ja!&lt;br /&gt;Stałem tak przez dłuższą chwilę z myślami kotłującymi się pod kopułą czaszki. To zbyt pojechane nawet jak na dragi i zbyt prawdziwe jak na sen. Więc czy ja… to słowo nie chciało przejść przez gardło. Czy ja umarłem? Czy tak wygląda życie po życiu? Podszedłem najbliżej jak się dało. Moje leżące ja wyglądało jakby spało. Nie byłem blady. Przyglądając się dłużej zauważyłem, że oddycham. Co jest więc grane?&lt;br /&gt;- O co chodzi? – krzyknąłem z całych sił, mając nadzieję, że ktoś usłyszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila ciszy i dźwięk zamykanych drzwi. Obracam się, mój krzyk na coś się zdał. To średniego wzrostu facet spoglądał w kartę pacjenta. Ciemne, rzadkie włosy i szpakowaty nos. Czytał kilkadziesiąt sekund, po czym podniósł wzrok. Wydawał się zaskoczony gdy mnie ujrzał. Widzi mnie czyli jestem, nieważne gdzie, więc o co chodzi? - pomyślałem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A co pan tutaj robi? – spytał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Proszę mi uwierzyć, sam chciałbym to wiedzieć – odparłem bez chwili wahania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No cóż, niech spojrzę – powiedział i ponownie włożył nos do zapisanej karty, którą trzymał w ręku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cisza chwilę trwała. Nie czułem strachu, czy niepewności. Szok po zobaczeniu siebie leżącego w szpitalnym łożu już minął. Czekając na to co powie lekarz (bo za lekarza go wziąłem) przyglądałem się tej odpoczywającej postaci na łóżku. Tak bardzo był mną, dziwne uczucie patrzeć na siebie, jak się śpi. Zawsze chciałem to zobaczyć, no cóż do normalnych nie należę.&lt;br /&gt;Szpakowaty nos przerwał milczenie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No trochę to dziwne, nie powinno tu pana być ale to nie pierwszy taki przypadek – powiedział a wyraz jego twarzy, akcentowanie słów nie wyrażało żadnych emocji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie rozumiem – odparłem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To dziwne, kto jak kto ale pan powinien to wiedzieć panie Adamie. No ale skoro nie jest pan świadomy to pana uświadomię bo nie mam czasu na zgadywanki, czy podobne gierki. Zdaje się, że często chciał pan odejść, znaczy - przestać żyć. Prośby pańskie zostały wysłuchane i skończyło się bezboleśnie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czyli nie żyję? – spytałem przerywając przemówienie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Spokojnie, cierpliwości – odparł bez jakichkolwiek emocji – Jak mówiłem został pan wysłuchany. Jednak  tym razem nie wszystko poszło po naszej myśli. Zazwyczaj jest tak, że pacjent budzi się, wstaje, wychodzi na korytarz i podąża tunelem światła i koniec. Czasami jednak dostaje ostatnią szansę by wybrać. Widocznie z jakiś powodów pan jest takim przypadkiem. Stoisz pan teraz przed ostatecznym wyborem, mało kto ma taką szansę. Ma pan dwa wyjścia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze – podążyć korytarzem, a drogę wskaże światło i przejść na drugą stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie – wrócić do życia. Cierpieć, czuć, poznawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech pan to dokładnie przemyśli, to nie jest łatwa decyzja. Czas tutaj stoi w miejscu, czyli jest go ni mniej ni więcej tylko tyle ile pan potrzebuje. Ja teraz wychodzę, a kiedy wrócę ma tu nikogo nie być i wiem, że tak właśnie będzie. Nie spotkamy się już, a jeżeli wybierze pan opcję drugą to wszystko wyda się snem. A sny są niejasne i niepełne. Powodzenia – obrócił się i wyszedł, a ja znowu zostałem sam na sam ze sobą i ze sobą.&lt;br /&gt;Naprawdę mam niepowtarzalną szansę wybrać co dalej. Faktycznie chciałem przestać istnieć, jednak życie zasługuje na jeszcze jedną szansę, muszę to przemyśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;II&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziłem się w małej miejscowości pod koniec lat siedemdziesiątych. Byłem pierwszym i – jak się później okazało – ostatnim dzieckiem Marii i Antoniego.&lt;br /&gt;Tata był kierowcą TIR’a. Tacy ludzie rzadko bywają w domu. Często znikał na kilkanaście dni, bo jechał gdzie mu kazali. Ta pustka, którą zostawiał swoją nieobecnością kompletnie mnie nie ruszała. Czułem nawet pewną ulgę. Znajomi zwykle narzekali, że ojciec ich leje, że czegoś nie pozwala, bla, bla, bla. JA tego problemu nie miałem, dodatkowo z każdego wyjazdu coś przywoził, zabawki, pomarańcze, prawdziwą czekoladę, rzeczy, które były ciężko dostępne w tamtych czasach. Dzięki jego jakże ciężkiej pracy nigdy nam też pieniędzy nie brakowało. Doceniałem to, do teraz to doceniam i jestem mu wdzięczny. Do niczego innego go nie potrzebowałem. Może to brutalne ale taki już jestem. Uczucia nie są moją mocną stroną, zresztą sami się przekonacie w miarę przebywania kolejnych zdań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mama nie pracowała nigdzie. To znaczy ciężko nie docenić tego, że zajmowała się domem no i oczywiście mną. Nigdy nie wyglądała na specjalnie szczęśliwą ale też na smutną w jakikolwiek sposób. Nigdy nie widziałem by płakała, a o uśmiech u niej było niezwykle ciężko. W odróżnieniu od łez, rozbawienie udało się dostrzec czasami. Czy to na spotkaniu z koleżanką ze szkoły, gdy plotkowały. Sam też czasami ją rozśmieszałem. Nie żeby zależało mi na tym, to po prostu się zdarzało i tyle. Nigdy nie narzekała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze miasto mimo, że małe nie było typową dziurą, nie było to robotnicze miasteczko. Zresztą mieszkam tam do dziś i po dziś dzień odnajduję nieprzebyte przeze mnie zaułki. Lubię je i prawie nigdy mnie nie przytłaczało, nie nudziłem się w nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już pisałem uczucia to nie coś co można we mnie dostrzec. Poważnie. Nie czułem potrzeby tulenia się do mamy do taty. PO jego długich podróżach, uścisk dłoni to wszystko czego potrzebowałem, to wszystko na co mogłem się zdobyć. Zresztą podejrzewam, że nie tylko ja. On też wyciągnięcie ręki traktował jako maksimum ckliwości jakiej może się dopuścić. Takie mam przynajmniej wrażenie.&lt;br /&gt;Całusów raczej nie dawałem, nawet jako małe dziecko. Chyba w ogóle nie płakałem, sam nie pamiętam. Nikt też nie mówił, że miał ze mną problemy, a babcia od strony taty nie raz wspominała, że niezwykle spokojnym dzieckiem jestem i, że nigdy nie sprawiałem kłopotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie w moim życiorysie można napotkać jeden przejaw ludzkich uczuć. Nikt nie wie o tym. Sam zapomniałem i dopiero teraz…&lt;br /&gt;To było w przedszkolu. Lubiłem chodzić tam chodzić. Odkrywałem nowy świat, dużo większy od naszego dwupokojowego mieszkania. I właściwie przedszkole to pierwsze kontakty z innym dziećmi. Szybko i to mi się znudziło. Dzieci to małe złośliwce. Nie to, żeby mnie specjalnie dręczyły ale były inne ode mnie. Krzyczały, płakały, czasami ktoś pobił kogoś. No ale nie o tym miałem. Przedszkole to również pierwsze kontakty z dziewczynami i o dziewczynie właśnie. A o czym innym by mogło być. Wiadomo. Miała na imię Klaudia. Jej blond włosy spięte były codziennie innym kolorem gumki, a na oczy spadał jej niewielki kosmyk-loczek, który jakimś sposobem wydarł się z uścisku. Uwielbiałem gdy dmuchała w niego gdy jej coś zasłaniał. Obserwowałem ją. Po jakimś czasie zauważyłem, że ona lubi obserwować mnie. Uśmiechaliśmy się do siebie i za każdym razem gdy ją widziałem robiło się ciepło i nie chciałem wracać do domu. Któregoś dnia tak po prostu z dnia na dzień przestała się uśmiechać do mnie. Szybko poznałem powód. Jej nowym obiektem obserwacji stał się Robert. Nie poczułem smutku, poważnie ani trochę. Poczułem ból to fakt. I chyba na zasadzie „jak się nie przewrócisz to się ni nauczysz”, tak jak uczysz się, że gorącego dzbanka nie dotyka się bo to boli, tak ja doszedłem do wniosku, że ludzie mogą  sprawić ból, dziewczyna to może. To musiał być na takiej zasadzie, tak to sobie tłumacze. Od czasu Klaudii nawet przez chwilę nie poczułem tego ciepła. Nauczyłem się. Bo z nauką nie miałem problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie sprawiałem problemów rodzicom. Tak też było ze szkołą. To prawda nie wyróżniałem się, wolałem siedzieć sobie spokojnie gdzieś w środkowej ławce. Nigdy nie siedziałem sam. Miałem dziwny (dalej chyba mam) dar przyciągania ludzi. Różnych i to było najfajniejsze. Nie przywiązywałem się do nich. PO prostu byli i dzięki nim nie nudziłem się w szkole, na podwórku czy w późniejszym czasie w pracy i barze.&lt;br /&gt;Nigdy sam się do odpowiedzi nie zgłosiłem. Uznawałem to za totalna głupotę nie mylić z tym, że uznawałem kogoś za głupka. Do takich wniosków nie byłem zdolny. Umiałem tyle ile trzeba było, nigdy więcej, a tylko czasami mniej. Nigdy nie stresowałem się testami i tego typu sprawami, to nie w moim stylu. Jak nie pójdzie raz, bo nie było mnie przez jakiś czas w szkole, to odrobię to następnym razem. Bo tak miałem i zawsze się to sprawdzało.&lt;br /&gt;Swoją edukację zakończyłem po technikum. Nie czułem potrzeby i nie miałem ambicji na nic więcej. Strata czasu – tak myślałem. Oczywiście z egzaminem dojrzałości problemów nie miałem żadnych i rodzice byli ze mnie dumni na swój popieprzony sposób pewnie tak było. Przynajmniej lubię tak myśleć. W ogóle w wielu sprawach, sytuacjach dopisuję sobie. Takie dopiski od autora, bo jestem autorem swego życia. Takie właśnie mam wyobrażenie o świece ale o tym też się przekonacie. Dopisywanie znaczeń, zakończeń, myśli to coś co bardzo lubię. Piszę każdego dnia książkę, nie nową z nowym dniem. To cały czas ta sama książka, na którą nakładam poprawki, na marginesie robię notatki i co dzień coś nowego zapełnia stronę.&lt;br /&gt;No cholera ciężko mówić o sobie. Niech będzie, muszę to spisać. To dopiero część mnie, a wy już nie darzycie mnie sympatią. Ale przecież czytając to już zdaliście sobie sprawę, że nie chodzi mi o waszą, czy kogokolwiek sympatię, akceptację, zrozumienie. Czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co to teraz miało być?&lt;br /&gt;Aaa… skończyłem szkołę. Ani nie poczułem ulgi, ani też za nią nie tęskniłem. Takie są koleje losu, od początku wiedziałem. Przedszkole, szkoła, praca i…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I o pracy teraz. Właściwie praca pracą. Nie przywiązuję do niej wielkiej wagi i do żadnej się nie przywiązuję. Bywało, że po kilku dniach pracy rezygnowałem. To mi się znudziła. To znowu ktoś krzyczał po mnie, a na to nie pozwolę. Ja mam go w dupie i skoro ma potrzebę pokrzyczeć to rozumiem ale ja dziękuję. Głośno słucham tylko muzyki.&lt;br /&gt;Chwycę się praktycznie każdej pracy. Na początku żadnej nie skreślam, a gdy mi nie przypasuje to zmieniam. I mam gdzieś to czy ktoś tego nie zrozumie. Zwykle to są zwyczajne prace. Sklepikarz, listonosz, kopacz rowów, magazynier. Wszystko co jest w pobliżu i nie czuję chęci spełnienia się w czymkolwiek. Pracuję by żyć. Nie oszukujmy się w zdecydowanej większości przypadków pracownikiem jest ktoś kto ma instynkt przetrwania i chęć utrzymania rodziny. Ja ten instynkt mam. I mimo, że i bez pracy jakoś bym przetrwał to ma potrzeby. Potrzeby, o których zaraz przeczytacie, już widzę jak mnie oceniacie. Będziecie mną gardzić to pewne. Chociaż mogę się mylić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo potrzeb nie mam typowych. Nie chodzi mi by mieć najlepszy sprzęt radio-telewizyjny. Nawet kanapa nie musi być do końca wygodna, właściwie nawet mebli wielu nie potrzebuję. Do sklepów, marketów, center handlowych chodzę jedynie by zakupić produkty niezbędne do przetrwania.&lt;br /&gt;Podróże? To nie coś co potrzebuję, nie fizyczne podróże. Morze mam blisko i w każdej chwili mogę się powygrzewać w słońcu. Góry? Mam lęk wysokości wolę patrzeć na nie z daleka i to wystarcza. Tego też nie potrzebuję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czuję bólu, oczywiście nie mówię o bólu fizycznym. Smutek i radość też są mi obce. Może właśnie dlatego życie wydaje się nudne, nijakie. Może dzięki tej obojętności wobec wszystkiego świat nie ma mi nic do zaoferowania? Może dlatego tak często chciałem by to wszystko się skończyło. Tak po prostu, któregoś dnia się nie obudzić, bo odebranie sobie życia nie wchodzi w grę. Nie to, że nigdy o tym nie myślałem, bo myślałem. Wyobrażałem sobie jak szybkim cięciem przecinam koryto rzek płynących w mym ciele. Jak w jednej chwili czerwona substancja zalewa świat, a ból przechodzi w uczucie ulgi. Nigdy natomiast nie posunąłbym się do tego. Nie wiem dlaczego, tak już mam.&lt;br /&gt;Kiedyś, to było jeszcze w czasach szkolnych gdy byłem nastolatkiem odkryłem alternatywę. Właściwie alternatywny świat. Świat narkotyków i głównie dzięki temu daję jakoś radę. Pierwsze upalenie marihuaną pamiętam do dziś. To jak świat z nijakiego i szarego zmienił się w kolorowy i ciekawy. Uwielbiam ten moment gdy po paru zaciągnięciach przechodzę przez granicę tego co nie robi na mnie żadnego wrażenia na drugą stronę.  Te drzwi otwiera nie jeden klucz. Za każdym kluczem czai się coś po przekręceniu w zamku. Czasami możesz wejść do czyjegoś koszmaru, który stanie się twoim koszmarem. To grzybki dały ci taki obraz i przez klika kolejnych godzin będziesz błądził po tej nieznanej krainie, będziesz się bał. Zawsze gdy wracam z takich koszmarnych wypraw nie żałuję. Mimo, iż bałem się, mimo, iż wyglądało, że nie ma powrotu z tej krainy. Nie żałuję. &lt;br /&gt;Kolejny klucz otwiera drzwi do świata całkowitej euforii. Gdy widzisz wszystko w kolorowych barwach i wszystko ma sens. To naprawdę piękny świat. Świat, który widzisz jedynie przez klika godzin ale, który pozwala napić się z czary wypełnionej nadzieją. Bo piguła smakuje nadzieją, miłością, pokojem. Czasami też musisz użyć klucza awaryjnego. To wtedy gdy nie masz siły, a coś niezwykle ważnego przed tobą. Właśnie wtedy przekręcając klamkę otwierasz nowe pokłady mocy w sobie. Amfetamina choć gorzko smakuje czasami jest jedynym wyjściem z sytuacji.&lt;br /&gt;I co? Gardzicie mną? Czy to wystarczy by mnie ocenić? Czy możecie mnie oceniać? Ale czy to ważne, i tak ocenicie. Uwierzcie jednak, że tak jak dla was podróż w najdalsze zakątki świata jest czymś co daje chęć życia, tak dla mnie podróż w podświadomość i kolorowanie świata to jedyne dzięki czemu to wszystko jest znośne. &lt;br /&gt;Dlaczego więc mam się tego wstydzić? Dlaczego miałbym rezygnować z czegoś co sprawi mi przyjemność? Czy nie mogę po prostu być nietrzeźwym przez jakiś czas co jakiś czas? Nie mam przecież rodziny na utrzymaniu, rodzice spędzają jesień życia gdzieś na końcu świata, a zresztą i tak nie łączy mnie z nimi praktycznie nic. Przyjaciół nie mam. Zresztą sami wiecie, że jestem wypłukany  z uczuć. W pewien sposób jestem nieskończonym dziełem. Kumple, znajomi? Moim najlepszym kumplem jest mój diler. Zawsze z nim jest wesoło, czasami nieobliczalnie, za każdym razem gdy go odwiedzam coś się dzieje. Niekiedy wpadam do niego tylko po działkę czegoś, a z życia znika mi parę dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jestem mniej więcej ja. Zupełnie obojętny na wszystko, nijaki, nie mogący znaleźć sensu narkoman.&lt;br /&gt;Czy pójść w nieznane? Czy wybrać coś co znam już dość dobrze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;III&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie film &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Matrix&lt;/span&gt; i scenę gdy Morfeusz daje do wyboru dwie pigułki? Neo ma do wyboru dwie drogi. Obie są jednokierunkowe i nie ma powrotu. Jedna prowadzi do nieznanego, do tajemnicy. Druga to powrót do tego co zna dobrze. Dostałem podobne propozycje i miałem tyle czasu ile potrzebowałem by wybrać, w którą stronę chcę iść. Nie będę miał podobnego wyboru już nigdy, to pewne. Stanąłem przed życiową szansą spełnienia swojego marzenia, urzeczywistnienia swoich próśb i wyobrażeń. Wystarczyło przejść korytarzem. Gdybym poszedł w tamtą stronę nie siedziałbym to teraz nie pisał tego. Wybrał coś co na pierwszy rzut oka wydaję się, że znam doskonale. Coś co nie ma przede mną żadnych tajemnic. Coś co mnie nudzi. Dlaczego? O tym zaraz.&lt;br /&gt;Wpierw podsumuję to co się wydarzyło. To są tylko domysły. Bo jak powiedział szpakowaty nos obudziłem się w swoim łóżku ja wszystko wydawało się snem. Niezwykle zamglonym snem. Gdzie jasne było jedynie światło w „szpitalnym” korytarzu. Domyślam się jedynie jak było i dodaję swoje przemyślenia na gorąco, zaraz po „przebudzeniu”.&lt;br /&gt;Pewnie nieraz słyszeliście od ludzi, których śmierć musnęła w policzek, którzy uszli jej cało i zdrowo, że zaraz przed – jak im się zdawało – przejściem na drugą stronę, przed oczami przeleciało im całe życie. Miałem podobnie i spokojnie mogę powiedzieć, że były to przebłyski, które śmignęły z prędkością światła. Bo czas jest pojęciem względnym, a ja miałem. Mam wrażenie, że w momencie gdy będziemy się witać ze śmiercią, każdy z nas dostanie tyle czasu ile będzie potrzebował by spojrzeć na jeszcze raz na swoje życie, na życie w pigułce. Może będzie to pewnego rodzaju „The Best of…”, a może po prostu przypomnienie kilku zapomnianych sytuacji. Na pewno starczy czas na wszystko co jest przyszykowane i nie spieszmy się. Przede wszystkim nie spieszmy się do tego, bo na każdego przyjdzie czas, w swoim czasie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego więc wybrałem to co nazywamy życiem? Dlaczego w odróżnieniu od Neo wybrałem niebieską pigułkę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie jest jak książka, której zakończenie znamy. Lecz mimo, iż wiemy jak się skończy nie mamy pojęcia jaki jest jej sens. Postanowiłem poznać sens mojej opowieści, poznać Sens Życia i może wreszcie coś poczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;KONIEC &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-2715303971608715587?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/2715303971608715587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=2715303971608715587' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2715303971608715587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2715303971608715587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/04/nowa-opowiesc.html' title='Nowa opowieść'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-3510004934156875545</id><published>2009-03-30T13:39:00.008+02:00</published><updated>2009-04-02T00:39:35.725+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Podsumowanie</title><content type='html'>Kolejny weekend za nami. Weekend pełen emocji, które zapewniła nam Ania. Po dobrze przejechanych programach zakończyła  mistrzostwa na 19. miejscu. Gratulujemy i dziękujemy. Powodzenia w następnym sezonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrong utrzymał prowadzenie sprzed tygodnia. To naprawdę świetny utwór mający moc i budzący w pochmurne dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i pogoda. Powoli wiosna odkrywa swe oblicze. Sobota to ciepły słoneczny dzień, aż miło. Niestety od wczoraj chmury spowiły świat i co jakiś czas pada deszcz. Pewni chce zmyć doszczętnie pozostałości i pamięć po zimie. Ważne, że nie jest zimno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niedługim czasie napiszę coś ciekawszego (tak mi się zdaję) po prostu teraz jeszcze nie wszystko skończone, właściwie dopiero zaczynam. Pomysł goni pomysł więc źle nie będzie. W głowie to jest już poukładane i tylko myśli przelać na komputerową kartkę za pomocą paluchów, które czasami poruszają się szybciej niż światło, a czasami stoją w miejscu jakby wyrzeźbione w marmurze.&lt;br /&gt;Za bardzo blogowy charakter ostatnio na tym blogu, a nie to miałem w zamyśle zakładając go i nie fajne to. Mam nadzieję to zmienić i znowu coś nazmyślać. Zobaczymy jak będzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-3510004934156875545?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/3510004934156875545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=3510004934156875545' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3510004934156875545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3510004934156875545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/03/podsumowanie.html' title='Podsumowanie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-6331955688055983656</id><published>2009-03-27T15:45:00.005+01:00</published><updated>2009-03-28T03:25:53.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>LA LA LA</title><content type='html'>czyli do Ani, która jest w LA i która za kilka godzin będzie startować na Mistrzostwach Świata w łyżwiarstwie figurowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cześć Aniu, mały krasnoludku. Nie wiem czy będziesz to czytać przed startem czy po. W każdym razie mam nadzieję, że w dobrym humorze. Bo w tym sęk, by mieć dobry humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo po pierwsze:&lt;br /&gt;Robisz coś co kochasz i: mimo, że czasami masz dość; mimo, że bywa, iż zmęczenie dopada i sił brakuje; mimo tego, ze nie zawsze wszystko jest takie jakbyś chciała, nie wszystko wychodzi... mimo to wszystko masz to szczęście, że robisz to co kochasz, coś co sprawia Ci radość. I tacy ludzie jak ja Cię podziwiają, życzą jak najlepiej i trzymają kciuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie:&lt;br /&gt;"Zaraziłaś" kilka osób pasją do łyżwiarstwa. Dzięki Tobie zupełnie niespodziewanie kilku z nas widziało niesamowite miejsca, przeżyło wspaniałe emocje przez co poczuli, że żyją. W ich imieniu - DZIĘKUJĘ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie:&lt;br /&gt;To co robisz jest piękne, a odwaga Twoja jest wielka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec:&lt;br /&gt;Zapomnij o tych, którzy patrzą na Ciebie, zapomnij, że to mistrzostwa świata. Zakładając łyżwy i wychodząc dziś na tafle obudź w sobie radość, z którą jako mała dziewczynka ślizgałaś się po lodzie myśląc, że to niezła frajda, dobra zabawa. I nieważne jak Ci pójdzie - BAW SIĘ DOBRZE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aniu jesteś najlepsza ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-6331955688055983656?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/6331955688055983656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=6331955688055983656' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6331955688055983656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6331955688055983656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/03/la-la-la.html' title='LA LA LA'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-8180368992269641960</id><published>2009-03-25T15:31:00.010+01:00</published><updated>2009-03-28T03:26:12.458+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>O niczym</title><content type='html'>I tak mija dzień za dniem. Z każdym bliżej końca... zimy, czy jak to nazwać. Bo to już nie jest zima. Nie taka jaką znamy. To pomieszanie z poplątaniem. Każda doba to niesamowita zmienność pogody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzi mnie grad odbijający się od szyby i walący z wielką siłą w parapet. Dzień zapowiada się koszmarnie. Wyglądam przez okno i faktycznie z nieba leci grad ze śniegiem ale słońce nie robi sobie nic z tego i świeci w najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec gradobicia. Słońce chowa się za chmurami, z których zaczyna lecieć obfity deszcz. Wcześniejsze opady śniego-gradu zamieniają się w lepiącą jak ciasto drożdżowe i chlapiącą jak błotne kałuże - ciapę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To czas na kawę. By podnieś ciśnienie, by jakoś funkcjonować. Nim kawa się zaparzy krajobraz za oknem zmienia się po raz kolejny. Tym razem słońce odsłoniło zasłony z chmur i z uśmiechem na twarzy oświetla ulice, trawniki chodniki. Przechodnie czują miły, ciepły dotyk promeni słonecznych na policzkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdy w kubku przez gęstą i ciemną kawę zaczyna prześwitywać dno z fusów, zima wraca ze swą zadymą śnieżną. Wielkie, białe płatki śniegu zasłaniają ekran okna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jest przez cały dzień, a wieczór i noc to mróz i wiatr. Wiosna przyszła w tym roku zainfekowana wirusem, z którym teraz walczy. To odwieczna walka dobra ze złem, nocy z dniem i zimna z ciepłem. Szkoda, że jako arenę tych zmagań wybrano tym razem nasz -  i bez tego dziwny - kraj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;P.S.&lt;br /&gt;W sobotę Wrong awansował i zajmuje pierwsze miejsce na trójkowej liście. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-8180368992269641960?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/8180368992269641960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=8180368992269641960' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8180368992269641960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8180368992269641960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/03/o-niczym.html' title='O niczym'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-4501544516803571358</id><published>2009-03-16T15:07:00.006+01:00</published><updated>2009-03-16T15:25:02.513+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MUZYKA'/><title type='text'>W R O N G!</title><content type='html'>Już za trochę ponad miesiąc ukaże się nowa płyta Depeche Mode. Ciekawe czy tym razem czymś zaskoczą. A nadzieja na dobre dźwięki jest. Od paru tygodni można usłyszeć pierwszy singiel DM Wrong.&lt;br /&gt;I o Wrong’u właśnie będzie.&lt;br /&gt;Pierwsze kilkanaście sekund tego utworu było znane już od konferencji w Berlinie tj. od października. Ten „zwiastun” pozwalał optymistycznie patrzeć w przyszłość, na całość trzeba jednak było czekać aż do drugiej połowy lutego. Pierwszy krzyk Wronga można było usłyszeć w amerykańskiej stacji KROQ. Tego samego dnia Depeche Mode  wystąpili na gali ECHO gdzie zaprezentowali Wrong. Tyle jeżeli chodzi o premierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy Wrong jest dobry? Bo to najważniejsze.&lt;br /&gt;Już w październiku utwór zapowiadał się świetnie. Potem przyszedł czas na premierę. Wrong porwał mnie, a ja unosiłem się gdzieś we wszechświecie. Jednak po paru odsłuchach utwór wydał się nudny. Zdziwiłem się, że coś co wyrwało mnie z kapci, tak szybko stało się mało fajne. Przestałem słuchać tego kawałka na kilka dni. By poczekać na lepszą jakość.&lt;br /&gt;Opłacało się. Bo Wrong wciąga od pierwszego krzyku. Tak, krzyku. Wykrzyczane cztery razy przez całą ekipę tytułowego WRONG robi wrażenie. To takie wyrwanie człowieka z całej tej muzycznej papki granej każdego dnia. Nie da się przejść obojętnie gdy DM nawołuje W R O N G! Jakby wezwanie na zakazaną uroczystość. A może podkreślenie w stylu:  „UWAŻAJ!”, czy „SŁUCHAJ!”. Słuchacz nieco skołowany myśli: Co to jest? I co dalej?&lt;br /&gt;Dalej jest świetna elektronika, która wbija w fotel i energicznie zaśpiewany tekst przez Gahana. Wrong nie ma refrenu, to takie niepopowe, takie inne. Tylko krzyk - W R O N G - oddziela zwrotki od siebie. A z każdą następną utwór nabiera kolejnych warstw, kolejnych ścieżek dźwiękowych. Oczywiście nie zabrakło też gitary. Tym razem jest niezwykle delikatna, wspaniale się komponuje to wszystko razem. Zapiera dech i się nie nudzi. Na końcu pozostaje niedosyt, że to tylko trochę ponad trzy minuty, że to nie trwa dłużej.&lt;br /&gt;W ostatnim notowaniu trójkowej listy przebojów Wrong po trzech tygodniach na liście awansował z 10. na 2. miejsce. Głosować można &lt;a href="http://lp3.polskieradio.pl/"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Depeche Mode wraca z mocnym materiałem. Na singiel wybrali utwór, który całkowicie odbiega od tego wszystkiego co można usłyszeć zwykle w audycjach radiowych i na listach przebojów. I daje nam to niezłego kopa. &lt;br /&gt;Liczę na prawdziwą muzyczną ucztę 20 kwietnia. Mam nadzieję, że dźwięki z nowej płyty będę unosiły mnie, przeszywały, sprawią, że przez kilkadziesiąt minut wszechświat będzie przepływał przeze mnie. W końcu tytuł płyty zobowiązuje -  Sounds Of The Universe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5bsXOcK9_Cw"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt; można zobaczyć clip Wrong, enjoy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-4501544516803571358?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/4501544516803571358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=4501544516803571358' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4501544516803571358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4501544516803571358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/03/w-r-o-n-g.html' title='W R O N G!'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-7532055148820401459</id><published>2009-03-13T14:47:00.003+01:00</published><updated>2009-03-15T04:28:07.445+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>I co dalej?</title><content type='html'>Koniec!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak, to koniec!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ile można? Chociaż bardzo nie chcę muszę kończyć.&lt;br /&gt;Poważnie! Część mnie tak bardzo nie chce dalej tego ciągnąć. To jednak silniejsze ode mnie. I mimo moich usilnych starań nie mogę dalej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...milczeć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec przerwy. Co prawda pomysły dalej kręcą się jakby w tym samym miejscu. Ale może kręcąc się tak spoglądam na to wszystko z różnych perspektyw? Może to co wydaje się powielone jest po prostu kolejnym spostrzeżeniem? Nie wiem. Z czasem się okaże, a Wy sami to ocenicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec milczenia ten śmieszny Blog wraca do życia (cokolwiek to znaczy). Z czasem nabierze barw, tak jak świat za oknem. Bo chociaż chciałem przestać, nie potrafię! Muszę się wyrazić. Muszę wyrzucić myśli, które się kłębią gdzieś tam w środku. Nie wiem co z tego wyjdzie. Mogę pisać do siebie na kartkach zeszytu. Przecież to też opróżnianie zapełnionej pamięci. To jednak nie wystarcza. I skoro raz podjąłem ryzyko wiążące się z pewnego radzaju obnażeniem sie, nie mogę tego tak po prostu przerwać. A co mi tam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech więc tak będzie. Niech myśli zmieniają się w słowa. Niech słowa tworzą zdania. Stoję nagi przed Wami. Przepraszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za cierpliwość i przepraszam za puste kartki tych wszystkich dni. Kolejny post wkrótce.&lt;br /&gt;pozDrawiaM&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-7532055148820401459?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/7532055148820401459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=7532055148820401459' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7532055148820401459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/7532055148820401459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/03/i-co-dalej.html' title='I co dalej?'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-617509061047164148</id><published>2009-02-18T17:21:00.011+01:00</published><updated>2009-02-18T18:16:07.229+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Push the Button</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Długo czekałem na nowy film Fincher'a. Trochę się bałem, że tym razem mnie zawiedzie. Odwlekałem, więc jak mogłem spotkanie z Benjamninem Buttonem. "Nie mogę odwlekać tego w nieskończoność" wczoraj się "złamałem" I co? Rozkoszowałem się każdą minutą, każdym kęsem tej ponad dwugodzinnej uczty.&lt;br /&gt;Nie będę pisał o czym to film. W końcu jest &lt;a href="http://www.filmweb.pl/"&gt;filmweb&lt;/a&gt; i inne portale. Mnie ten film oczarował. Dostałem więcej niż oczekiwałem. A ostatnio ciężko przykuć mnie do fotela na 160 minut. Czas przeleciał szybko, za szybko. Ale przecież to film, który rozpatruję m.in. kwestię czasu. Wzruszająca i piękna historia. Dobrze zagrany, fantastyczne zdjęcia i muzyka dodająca klimatu, a przede wszystkim znakomite teksty. Jeden z moich ulubionych:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Możesz, jak pies wściekać się, że coś poszło źle. Zaklinać albo przeklinać los. Ale gdy koniec nadchodzi, Po prostu odpuść."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To najlepszy film jaki widziałem od czasu "Into The Wild", czyli od ponad roku.  To jeden z tych filmów, który nie daje o sobie zapomnieć. Ma w sobie magię, której szukam wszędzie gdzie się tylko da: w książkach, filmach, muzyce, miejscach i w ludziach. &lt;br /&gt;Z pewnością kiedyś poświęcę chwilę by o tej magii napisać. Tymczasem wszystkim, którzy jeszcze nie dali się zaczarować Benjaminowi, serdecznie polecam ten film. Nie będę więcej o nim pisał, po prostu trzeba samemu to przeżyć. Warto!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;David Fincher&lt;/span&gt; - jeden z moich ulubionych reżyserów. Zawiódł mnie tylko raz i to nieznacznie filmem "Azyl". Jego "Obcy 3" jest świetną kontynuacją, a "Se7en" do dziś nie przestaje przerażać i zachwycać. Buntowniczy "Fight Club" to już klasyka, arcydzieło pod każdym względem. "Zodiak" to dobry dramat kryminalny."Gra" swego czasu była nieprzewidywalna, od tego czasu zbyt wiele rzeczy zostało nakręconych o podobnym zakończeniu. Fincher jest wielki potrafi budować atmosferę, czarować, zaskakiwać i we wszystkim tym widać odciśniętą jego dłoń. Czekam na kolejne dzieło Panie Fincher.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;P.S.&lt;br /&gt;Ciężko z pomysłami w ostatnim czasie. Muszę trochę przewietrzyć umysł, bo kręcę się w miejscu i nudne to się wydaje. Kto wie, może jutro obudzę się z głową pełną czegoś co nie da spokoju póki nie zostanie wyciągnięte na światło dzienne? Proszę o cierpliwość.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-617509061047164148?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/617509061047164148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=617509061047164148' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/617509061047164148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/617509061047164148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/02/push-button.html' title='Push the Button'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-293602741921372033</id><published>2009-02-14T16:12:00.007+01:00</published><updated>2009-02-21T23:21:57.439+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>anty(?)walentynkowo</title><content type='html'>"Tuż obok"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opowieść o człowieku, którego spotkałem gdzieś kiedyś. Chociaż… Nie jestem pewny czy to było spotkanie w rzeczywistości. Może sam mam wiele osobowości i przeprowadziłem rozmowę z innym mną? A może to wszystko zmyślam? Nie wiem, nie wnikajcie w to. Nie warto.&lt;br /&gt;Jest to opowieść człowieka niesamowicie magicznego. Człowieka, który pokazał świat w swoich oczach. Świat, który jeszcze nie do końca rozumiem i chyba nigdy nie pojmę. To opowieść o miłości, bo przecież zakochani właśnie dzisiaj obchodzą swoje święto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznałem go całkiem przypadkiem. To był dzień jak dziś. Walentynki. Dzień w którym zakochani są wyjątkowo szczęśliwi, a samotni bywają wyjątkowo samotnie-smutni. Ja jak ja, ni szczęśliwy, ni smutny. To był piątek. Po ciężkim dniu w pracy, po ośmiu godzinach bezproduktywnej pracy i po późnym obiedzie postanowiłem coś z sobą zrobić. Gdzieś się wybrać. Niestety to 14 luty i wszyscy znajomi, znajome zajęci swymi, jakże wzniosłymi sprawami. Ale jak jest chęć to przeszkód nie ma. Szybka dezynfekcja po długim tygodniu niewolniczej roboty, strój galowy i na miasto.&lt;br /&gt;Pierwsze knajpy, to pierwsze porażki. Miejsc siedzących brak. Wszystko zajęte przez trzymające się za ręce pary. No przecież nie dosiądę się do tak gruchających gołąbków. Niech mają chwilę dla siebie.  I tak od baru do baru. Od kawiarni do kawiarni. Nadzieja na jakiekolwiek odreagowanie malała. Ale pielgrzymowałem dalej. No przecież gdzieś ktoś nie doszedł, gdzieś musi być granica gdzie kończy się cierpliwość zakochanych i rezygnują z posiadówy na rzecz kina, czy czegoś tam jeszcze. Spacerowałem z dobrą myślą pod kopułą czaszki. Zeszło mi ponad godzinę zanim znalazłem przystań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemny, nieduży zadymiony bar. Z głośników dobywa się oldschoolowy blues. Przy barze facet w średnim wieku wypija kolejne Whisky z colą, mrucząc coś do barmana. Obok niego starszy pan z małym piwem i kapeluszem na ladzie. Barman nalewa kolejnego drinka panu od szkockiej, potem idzie dalej i rozmawia z młodymi chłopakami. Z tej odległości daję im po dwadzieścia kilka lat. Z uśmiechów i gestów wnioskuję, że są dobrymi znajomymi barman. Patrzę po stolikach. Na pierwszy rzut oka wszystko zajęte. Kilka par dotarło aż tutaj. Widocznie w kinach nie grali nic godnego uwagi. Jednak w głębi, na końcu Sali widzę człowieka w podeszłym wieku. Siedzi sam. Nie chcę już dalej szukać, spytam czy mogę się przysiąść. To ruszam mijając zakochanych i przybarowych samotników. Podchodzę do stolika, w który wskazał mi mój wewnętrzny GPS i mówię:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam najmocniej, czy to miejsce jest wolne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak, wolne – odpowiada spokojnym głosem jegomość&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czy mogę się przysiąść?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie ma najmniejszego problemu, proszę siadać – odparł, jednocześnie ściągając płaszcz z oparcia wolnego krzesła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Odetchnąłem z ulgą. Moja pielgrzymka dobiegła końca. Rozebrałem kurtkę, powiesiłem na zwolnionym miejscu i poszedłem po piwo. Po chwili wróciłem z uśmiechem na twarzy i przysiadłem koło pana-dziadka, jak go w myślach nazywałem. W spokoju i zadumie przechylałem kufel. Pierwsze piwo w tym tygodniu. Dlatego po pięciu minutach szedłem już po następne. Gdy wróciłem, dziadzio przemówił:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Gdzie się tak pan spieszy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie rozumiem? – odpowiedziałem pytaniem, nieco zmieszany&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No musi się pan spieszyć skoro wypił pan tamto piwo prawie duszkiem – wytłumaczył a na jego pomarszczonej twarzy zarysował się uśmiech&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie, nie spieszę się. Po prostu pierwsze piwo to wyrzucenie z siebie tego wszystkiego co kotłowało się we mnie przez cały tydzień. Teraz czuję się lżejszy – piwo mimo, że dopiero jedno rozwiązało mi język.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rozumiem – powiedział, nic nie dodając.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzieliśmy tak w milczeniu kolejne kilka minut. Właściwie to co się działo wokół nie miało już dla mnie znaczenia. Pogrążyłem się w swoich przemyśleniach na temat zmarnowanych szans, przespanych okazji. Patrzyłem na to trochę z przymrużeniem oka, jednak nie bez emocji. Starszy pan chyba mój „zwias” odebrał jako smutek i przemówił ponownie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rozstał się pan z kimś i teraz tęskni? A może umówił się pan z kimś i ten ktoś się nie pojawił&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie to nie to – szybko odpowiedziałem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Czyli dalej czeka pan…  - niespodziewanie przerwał, po czym dodał - przepraszam za zuchwałość ale w zasadzie siedzimy przy jednym stoliku, razem pijemy, więc stosownym by było przejść na „ty”, będzie łatwiej rozmawiać . Czy to problem dla pana?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ależ skąd… - przerwał gdy chciałem powiedzieć jak mam na imię&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cieszę się, ja mam na imię Eugenio, a ty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Karl, miło mi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wracając do myśli… czyli dalej czekasz na miłość życia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Aż tak ze mną nie jest źle – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ach, nie będę przynudzał – starałem się wybrnąć, zakończyć temat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No wiesz, przecież nie mam nic lepszego do roboty, więc z chęcią posłucham co masz do powiedzenia – powiedział Eugenio, a wyraz jego twarzy zachęcił mnie do dalszej rozmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Skoro tak. Bo Eugenio ja nie czekam na miłość. Co więcej nigdy nie czekałem… - nie zdążyłem skończyć, gdyż przerwał mi ponownie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To niezwykle smutnym człowiekiem musisz… - tym razem to ja nie dałem mu dokończyć zdania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie dlaczego? Przecież smutni to są ci, którzy czekają. Smutni są ci, którzy się przekonają, że miłość nie istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No proszę cię. Wyglądasz na mądrego  człowieka, a takie głupoty pleciesz – odparł zdecydowanym tonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak to widzę Eugenio, przykro mi. Obserwuję ludzi i ich zachowania odkąd pamiętam. Małżeństwa trwają zwykle dzięki przywiązaniu, jak trwają w ogóle. Mnie to nie bawi. Nie będę przekonywał kogoś do siebie, wiedząc, że to nie jest stałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlaczego nie stałe? Nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak już jest. Jesteśmy z kimś by na starość nie cierpieć na samotność – kurde, nie przemyślałem tych słów, za późno – przepraszam mam nadzieję, że nie uraziłem – dodałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie uraziłeś mnie, nie martw się – i jakby wiedział, że same słowa nie wystarczą dodał do tego uśmiech, po czym powiedział – może strach przed samotnością to powód dla wielu ludzi, może tak właśnie jest i w tym masz rację. Nie można jednak pogrzebać miłości na podstawie obserwacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No dobra, czyli rozumiem, że ty wierzysz w miłość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak najbardziej – odparł szybko i zdecydowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Eugenio? Jaka jest twoja historia? Kochałeś ze wzajemnością ale niestety ona zasnęła na zawsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W twych pytaniach jest część odpowiedzi. Ale skoro już spytałeś to zacznę od początku – powiedział, tu się zaczyna opowieść tego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co usłyszysz może być dla ciebie czymś, czego nigdy nie zrozumiesz. Szczerze? Nawet ja mam ciężko to wszystko pojąć.&lt;br /&gt; Byłem młodym chłopakiem. Dla niektórych już pewnie byłem starym kawalerem, inne czasy. Zrozum. Miałem trzydziestkę na karku. Praca, to bardziej przyjemność, ale nie o tym. Patrzyłem na sprawy emocjonalne podobnie do ciebie. Nie miało dla mnie znaczenia czy będę z kimś, czy resztę życia spędzę w samotności. Nie zależało mi na towarzystwie. Mogłem spokojnie podróżować po świecie, nie przejmując się niczym. Wolny strzelec.&lt;br /&gt;Pewnego dnia… Każda opowieść zaczyna się od tych słów, więc… Pewnego dnia. Dzień jak co dzień. Jesień. Spadające liście, deszcz na przemian ze słońcem. Jak mówiłem zwykły dzień tyle, że piątek. W piątki to trzeba gdzieś wyskoczyć. Tego dnia przyjaciel organizował prywatkę z okazji awansu. Takie kameralne spotkanie znajomych przy butelce dobrego wina.&lt;br /&gt;Znałem wszystkich uczestników tej prywatki. Kilka par, kumple z pracy – starzy znajomi. Początkowo zapowiadało się na fajną zabawę. Jednak za dużo alkoholu i niektórzy przedwcześnie udali się do domów, gospodarz padł, zresztą nie tylko on, a z tymi co jeszcze jakoś się trzymali nie dało się porozmawiać. Muzyka grała i w sumie to wystarczyło by jeszcze parędziesiąt minut wytrzymać, by nie wrócić do domu przed północą. Przecież tak nie wypada.&lt;br /&gt;Siedziałem na kanapie w pokoju gościnnym i popijając drinka słuchałem muzyki. Coś jednak zakłóciło mój spokój. Skrzypienie otwierających się drzwi, stukot przewracających się butelek. Acha – pomyślałem – sąsiedzi przyszli na skargę. Wstałem i wyszedłem na przedpokój. Stała tam młoda dziewczyna, lekko zaskoczona bałaganem i leżącymi na podłodze ludźmi. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie krótką chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam kim jesteś? – spytałem nieśmiało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć, jestem Sofia mieszkam naprzeciwko – odparła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Miło mi jestem Eugenio. Mogę ściszyć muzykę, przepraszam jeżeli…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie, nie! Nie ma problemu ja nie po to. Właśnie wróciłam z pracy i jestem trochę zmęczona. Chciałam się napić kawy ale zapomniałam kupić, a teraz wszystko pozamykane. Czy masz może trochę „pożyczyć”? – powiedziała a uśmiech, który malował się na jej twarzy mnie zniewolił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Eeee… Aaaa… Wiesz, to nie moje mieszkanie, poszukam – powiedziałem nerwowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszedłem do kuchni przekraczając kolejnych znajomych. Kawa gdzieś musi być, przecież piłem dzisiaj. Nie tylko ja zresztą. Przeszukałem wszystkie górne szafki. Nie znalazłem. W dolnych też tylko parę garnków i nic więcej. Już miałem przekazać miłej pani złe  wieści gdy potykając się o kumpla przewróciłem się i zobaczyłem pudełko kawy pod stołem. Kto by pomyślał. No ale ważne, że jest. Wyszedłem z kuchni i wręczyłem znalezisko Sofii:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- O dziękuję bardzo – powiedziała, a z radości niemal podskoczyła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Proszę, tu i tak nikomu się już nie przyda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Właśnie widzę, że było syto – powiedziała i dodała – to skoro nie masz tu nic do roboty, to może napijesz się ze mną kawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pewnie, z przyjemnością – ta propozycja spadła mi z nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, nie będę więc improwizował. W każdym razie spędziłem z Sofią najmilszy wieczór w moim życiu. Rozumieliśmy się bez słów i śmieszyły nas te same rzeczy. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. To co czułem… To jak się czułem… Nie jest łatwo słowami opisać uczucia. Miałem wrażenie, że po raz pierwszy jestem w dobrym miejscu o dobrej porze. Nic co do tego czasu się wydarzyło nie miało znaczenia. Okazało się czymś zupełnie nieważnym. Całe moje dotychczasowe życie było puste. Zrozumiałem to w tamtym momencie. Spotkanie Soffi wydawało się jedynym co słuszne.&lt;br /&gt;Wieczór przeciągnął się w noc. Wychodziłem od niej gdy słońce już zdążyło pokonać mrok całkowicie. Zacząłem za nią tęsknić z chwilą zamknięcia się za mną drzwi jej mieszkania. Wróciłem do domu. Położyłem się. Nie mogłem jednak zasnąć. Nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Chciałem przestać. Przecież nie chciałem się w nic angażować. Nie dało się. &lt;br /&gt;Zjadłem śniadanie i wyszedłem na spacer. Natrafiłem na otwarty bar. Wstąpiłem. Wypiłem piwo duszkiem i wróciłem do domu. Wykręciłem numer do gospodarza wczorajszej prywatki. Odebrał po trzech sygnałach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć Mark, tu Eugenio. Jak się czujesz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć. Dochodzę do siebie – odpowiedział niewyraźnym głosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz… tak myślę sobie… odwiedzę cię dzisiaj, pomogę ci posprzątać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobra Eugen, tylko daj mi dwie godziny, bo najpierw muszę się doprowadzić do porządku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ok., to będę tam za dwie godziny, do zobaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Do zobaczenia – powiedział i odłożył słuchawkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam trochę czasu. Prysznic, kawa, szybki obiad i ruszam.&lt;br /&gt;Sprzątanie zajęło nam nieco ponad godzinę. Po sprzątaniu mały drink:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Słuchaj Eugen, ja muszę się powoli zbierać do rodziców – przerwał milczenie Mark&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie ma sprawy, już się zbieram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odprowadził mnie do drzwi. Udałem, że idę do windy, a gdy zamknęły się drzwi zapukałem naprzeciwko jego mieszkania. Nikt nie otwierał. Zasmucony i wyczerpany wróciłem do domu. Położyłem się spać, bo w końcu całą noc na nogach bez minuty snu. Jednak o zaśnięciu mogłem jedynie pomarzyć. Tak bardzo chciałem ją znowu spotkać, zobaczyć, porozmawiać z nią. PO paru godzinach zasnąłem.&lt;br /&gt;Obudził mnie dzwonek do drzwi. Było ledwo po dziewiątej rano. Otwieram, a w drzwiach mój najlepszy kumpel David:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No widzę Eugenio, że miałeś ciężką noc – powiedział podając mi dłoń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie Dave, tak to tylko wygląda, odsypiam imprezę u Marka – odparłem i razem udaliśmy się do salonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kawa, herbata… - zaproponowałem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Herbata, dzięki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem do kuchni, a z głowy nie mogłem wyrzucić wspomnienia przedostatniej nocy. Teraz wydawała się marzeniem sennym, czystą iluzją. Zalałem herbatę, a sobie kawę i wróciłem do salonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nasz marzenia się spełnią – powiedział Dave&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co, co? – odparłem zdziwiony – ale o co chodzi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Eugen, no nasze marzenia zaczynają się spełniać. Ja już sprzedałem samochód, a jutro idę się zwolnić i ruszamy w podróż dookoła świata, tak jak marzyliśmy – wyjaśnił podekscytowany David&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No to świetnie ale co tak z dnia na dzień?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie będę się wdawał w szczegóły ale zainwestowałem jakiś czas temu, a teraz to przynosi zyski i w zasadzie przez dłuższy czas nie musimy się niczym przejmować. Wynajmuję mieszkanie i za tydzień już będziemy w trasie. Załatw co masz załatwić&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To naprawdę wspaniałe wieści - odparłem z euforią&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez kilka godzin rozmawialiśmy, planowaliśmy, omawialiśmy szczegóły. David wyszedł kilka minut po godzinie pierwszej.  Właściwie dużo do załatwiania nie miałem. W pracy od dłużego czasu mówiłem, że niebawem się zwolnię i nie będą mi sprawiali problemów. Mieszkanie zostawię pod opieką siostry, zlikwiduję jedną z lokat i mogę ruszać. I tylko ona mnie hamowała. Bo niby taka podróż to marzenie życia, jednak to co się stało tak niedawno, to jak zawirowało to moim światem. Miałem niecały tydzień. Mogłem poświęcić dla niej wszystko David by to zrozumiał. Sam pojechałby w podróż życia. To nie było dla niego problemem.&lt;br /&gt;Jeszcze tego samego dnia postanowiłem ją odwiedzić. Poszedłem wieczorem. Zapukałem, tym razem drzwi się otworzyły, a za nimi stała Sofia. Na początku wydawał się zdziwiona, lecz z czasem wyraz jej twarzy wskazywał na zadowolenie. Spędziliśmy razem kolejny miły wieczór i umówiliśmy się na następny dzień.&lt;br /&gt;Kilka następnych dni to życie jak we śnie. Wszystko wydawało się takie na miejscu, takie słuszne. Podróż powoli się oddalała. Przecież już nie musiałem szukać swoje drogi, swego kąta. Byłem tu i teraz z nią i byłem u siebie.&lt;br /&gt;Dwa dni przed planowanym wyjazdem powiedziała, że to wszystko się dzieje zbyt szybko, że musi wszystko przemyśleć i że się odezwie. Właściwie miała rację. Znaliśmy się tydzień, a ja byłem gotowy poświęcić dla niej wszystko. Sam też chyba nie do końca to przemyślałem.&lt;br /&gt;Następny dzień to układanie spraw. Postanowiłem, że jeżeli się nie odezwie do dnia wyjazdu to jadę. Będzie co będzie.&lt;br /&gt;Nie odezwała się. Podróż marzeń stała się faktem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widziałem wspaniałe budowle, jadłem niepojęte potrawy, smaki świata. Nigdy nie podejrzewałem jak wielką przyjemność może sprawić posiłek. Spotykałem niesamowitych ludzi. Ludzi, którzy cieszyli się dniem powszednim, którym sama rozmowa wystarczyła do szczęścia. Widziałem też dużo okrucieństwa, to nieuniknione, niestety. Podróżowaliśmy wszelkimi możliwymi środkami transportu. Przeżyłem noc i dzień polarny. Widziałem zorzę. Przeżyłem emocjonujące przygody, na które nie starczyłoby czasu by wszystkie spisać, czy opowiedzieć. I nie żałuję ani jednej chwili z tych trzech lat podróży.&lt;br /&gt;Jednak wszystko to co widziałem, co czułem, co przeżyłem nigdy nie sprawiło mi tyle przyjemności i satysfakcji co czas spędzony z Sofią. Może to głupie ale każdego dnia myślę o niej. &lt;br /&gt;Po powrocie starałem się jej szukać. W tym mieszkaniu już nowi lokatorzy. Nie wiedzieli co się stało z poprzednią właścicielką. Kumpel, który mieszkał naprzeciwko, już też się wyprowadził. Kilka lat szukałem, nie znalazłem. Szukając swego miejsca co jakiś czas wyruszałem w trasę. Gdziekolwiek, czymkolwiek i z kimkolwiek. Najczęściej jednak sam. Nigdzie nie znalazłem cząstki siebie świadczącej o tym, że to jest „tu”, że droga, którą obrałem jest słuszna. I uwierz, każdego dnia tęskniłem za Sofią. Nie wiem czy by zadzwoniła. I jak mówię nie żałuję swego wyboru, bo naprawdę wiele przeżyłem, niestety nigdy nie byłem szczęśliwy, nie tak jak przy niej.&lt;br /&gt;Wiem, to taka ckliwa historia, czy ma szczęśliwe zakończenie? I tak, i nie. Spotkałem ją tydzień temu. Nie będę ci mówił jak to się stało. Pewnie i tak byś nie uwierzył. I było jak kiedyś. Znowu to poczułem, wszystkie te lata okazały się tylko kilkoma dniami. Tak jakby zadzwoniła zaraz przed wyjazdem. Trochę powymienialiśmy się życiowymi doświadczeniami. Wczoraj miałem się spotkać z siostrzeńcem. Poszedłem na przystanek. Autobus miał opóźnienie, czytałem więc ogłoszenia na tablicy. I tam umarłem Karl. Czytając te ogłoszenia natrafiłem na nekrolog – Sofia Fuentes zmarła w wieku 72 lat. Pogrzeb…&lt;br /&gt;Byłem na pogrzebie, kilka osób. Głównie znajome z kółka bingo. Wiem ,że kiedyś się koło niej położę. Los chciał, że miejsce obok jej grobu jest wolne. Wykupiłem je. To nie poprawia humoru, to nie daje nadziei. Ale położyć się obok niej to jedyne czego chcę. Twoje zdrowie młody przyjacielu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypiliśmy do końca to co nam zostało. Eugenio dodał jeszcze, że wiedząc, iż tylko parę dni w życiu będzie szczęśliwy, za nic by tego nie zmienił. Bo wszystko co było traciło znaczenie gdy spotykał Sofię. Liczyły się tylko te chwile. I wyszedł.&lt;br /&gt;Ja jeszcze zostałem chwile. Musiałem przemyśleć to wszystko. To zadziwiające jak chwila może zmienić nasze życie. Oby nikt tej chwili nie przespał…&lt;br /&gt;To opowieść człowieka, sami oceńcie czy szczęśliwego czy nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;I tym razem z braku czasu musiałem improwizować. Wszystkiego dobrego dla Was (kimkolwiek jesteście)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-293602741921372033?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/293602741921372033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=293602741921372033' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/293602741921372033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/293602741921372033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/02/antywalentynkowo.html' title='anty(?)walentynkowo'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-2396841990709644414</id><published>2009-02-12T16:30:00.004+01:00</published><updated>2009-02-13T20:01:11.743+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Improwizacja</title><content type='html'>Spacerując po jednym z miast docieram do placu otoczonego ze wszystkich stron drapaczami chmur. Plac o podstawie kwadratu. Betonowa pułapka. Nie potrafiłbym się dobrze rozpędzić, a napotkałbym przeszkodę w postaci jednego z budynków. Patrzę w górę. Szklane ściany. Lustrzane szyby. Budynki wzajemnie przenikające się w swych odbiciach. Miliony okien. Nad placem dostęp do nieba prawie zerowy. Gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brakuje powietrza, kręci się w głowie. Aaaa… nie wytrzymam. Ściany zbliżają się do siebie. Zaraz zostanę zgnieciony. Duszę się. Padam na kolana, a z mego wnętrza wydobywa się krzyk. Krzyk, którego nawet ja nie mogę znieść. Jednak nie mogę przestać. Krzyczę. I mimo, że ciężko to znieść to czuję, że muszę. Klęcząc wyrzucam z siebie to co czaiło się pomiędzy sprawami nieskończonymi, a sprawami za które się nie zabiorę. To egzystencjalny ból. To ciągła niepewność. To nienawiść do ludzkiego gatunku. To co tłumiłem, to przez co byłem przykuty. Wyrzucam  z siebie to. Nie mogę inaczej. Tłumić dłużej nie mogę, bo eksploduję. Klęczę i krzyczę, a budynki kręcą się wokół mnie. Krzyk staje się coraz bardziej przerażający. Szyby zaczynają pękać. Miliony okien zostaje nagle w tej samej chwili zniszczonych przez głos życia. Teraz całe to szkło spada w dół. Zaraz ten deszcz spadnie na mnie.&lt;br /&gt;Pierwsze rany. Nic nie czuję. Jestem obsypany ostrym szkłem. Tnie koszule. Rani ciało. Wbija się pod skórę. I krzyczę jeszcze mocniej. Nie, to nie przez ból, bo przecież nic nie czuję.  To wewnętrzny głos daje do zrozumienia, że nie zniesie dłużej tej obojętności. Koniec tego niemego przyzwolenia na wszystko. Koniec akceptowania rzeczywistości takiej jaka jest. I krzyczę mocniej. Nie mam już sił. Jednak ten głos jest mocniejszy ode mnie. Poddaje się mu. Po raz pierwszy daję się ponieść w nieznane i wydaje się to słuszne. Słucham co ma do powiedzenia, przecież to część… nie, nie część  mnie - to ja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolana słabną. Krzyk się zwiększa. Teraz dźwięk jest strasznie wysoki. Widzę ludzi w otworach, w których jeszcze niedawno znajdowały się okna. Patrzą na mnie i nie mogą pojąć tego co się dzieje. Nikt się nie rusza. Wpatrzeni w coś niepojętego nie wiedzą co zrobić. Krzyczę i jestem coraz słabszy. Chodnik jakby miększy pod moimi kolanami, a może to kolana miękną. Nie wiem. Zapadam się. Nie czuję strachu, a i krzyk słabnie. Podłoże pod moimi nogami kruszy się, a ja spadam. Z moich oczu znika wszystko. Jest tylko ciemność. Już sam nie wiem czy spadam, czy się wznoszę, czy może się unoszę. Mam to gdzieś, gdzie jestem i dlaczego. Bo czuję się niesamowicie lekki. Nie ma nic co by mnie ograniczało. Jestem wolny!&lt;br /&gt;Teraz wszystko wydaje się jasne. Zbyt naiwny byłem. Zbyt często dawałem sobą manipulować, to było świadome. By unikać spięć. By nie mieszać się w nic. By mieć święty spokój. Świadomie stałem się dziwką wmawiając sobie, że robię dobrze. Dawałem dupy i mówiłem, że naprawiam świat. Jednak już nie czuję gniewu, smutku. Już nie czuję obrzydzenia do samego siebie. Teraz - tu gdzie wszystko się zaczęło, gdzie wszystko się zacznie – jestem spokojny. Rozumiem i swoje motywy i motywy innych. Unoszę się Pozbyłem się bagażu emocji i chorych wyobrażeń. Jestem lekki, nie potrzebuję balastu. Jestem czysty i już nie chcę się pobrudzić. I… cholera… i chyba jestem szczęśliwy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spadam i uderzam o ziemię. Nie czuję bólu. Leżę na plaży pod palmą. To nie mógł być sen. Zbyt dobrze się czuję. Podnoszę się patrzę na morze. Piękny błękitny kolor i tylko białe korale morskiej piany niesionej przez fale odróżnia wodę od nieba. Niebo bezchmurne. Odwracam wzrok. Niewielki wał piasku, a za nim drzewa. Piękny jest ten świat. I ten niesamowicie wielki grzyb, który właśnie wyskoczył zza drzew. Wypełniony dymem i ogniem. Pięknie się maluje na tafli nieba. Przyszedł z hukiem, jakby chciał wszystkim się objawić w tym samym momencie. I jestem spokojny. Rozkoszuję się zapachem powietrza. Człowiek zaraz zniknie z powierzchni ziemi. Koniec z tym wirusem. Najdziwniejsze jest, że jesteśmy wirusem, a przez przypadek staniemy się antywirusem. System będzie czysty. I może gdyby nie ta obojętność(?) Ach… pięknie pachnie koniec świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;P.S. To tylko improwizacja...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-2396841990709644414?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/2396841990709644414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=2396841990709644414' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2396841990709644414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2396841990709644414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/02/improwizacja.html' title='Improwizacja'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-6508728060421594234</id><published>2009-02-06T22:23:00.005+01:00</published><updated>2009-02-06T23:58:56.795+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Odwilż</title><content type='html'>Otwieram okno i opierając się na łokciach o parapet spoglądam na to co znam od zawsze. To obraz który odsłaniam każdego ranka, by zasłonić go dopiero gdy mrok przykryje widoczność. Jest paręnaście minut po godzinie drugiej rano lub jak kto woli w nocy. Wystawiam głowę przez okno i w jednej chwili ciepło pokoju przechodzi w chłód przestrzeni. Nieograniczonej przestrzeni. Świat spowiła mleczna mgła. Widoczność ograniczona do paru metrów. Kiedyś naprzeciw stał blok. Teraz tylko słabe światło przebijające się przez mglistą materię daje do zrozumienia, że to co w tej chwili nie istnieje, w normalnych warunkach jest domem dla wielu rodzin. Jednak nie teraz i jeszcze nie przez parę godzin. Cały budynek został wyrwany, przesadzony jak roślina. Pozostała tylko pusta przestrzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na to co znajduje się trochę bliżej. Kilka drzew i latarnia w kształcie kuli. Światło jakie pada na te drzewa, resztki śniegu na gałęziach i mgła tworzą krajobraz, który przywodzi na myśl ten sam miesiąc sprzed lat. Luty, ferie, śnieg, a przede wszystkim mini serial „Opowieści z Narnii”. Całą rodziną zasiadaliśmy każdego popołudnia i z zainteresowaniem śledziliśmy losy czwórki rodzeństwa, które znalazło przejście do baśniowego świata w starej szafie. Nie był to film nakręcony z takim rozmachem i z takimi efektami jak współczesna wersja. Jednak magia jaką rozpalał w naszych sercach, duszach i umysłach, do dziś nie została choćby w połowie powtórzona przez cokolwiek. Po każdym odcinku wędrowałem do szafy, odsłaniałem kożuchy i płaszcze (do teraz czuję ich zapach)w poszukiwaniu wejścia do mojej Narnii. I mimo, że każdego dnia nie znajdywałem przejścia, pełen nadziei pakowałem się w ten las zimowych ubrań każdego następnego dnia. "To jeszcze nie dzisiaj, może jutro" - mówiłem.&lt;br /&gt;Co wieczór przed zaśnięciem wyobrażałem sobie, że to my jesteśmy bohaterami tej opowieści. Ja, mój brat i dwie siostry. Cztery ludziki wbite w świat baśni. W jedyny świat jaki może zrozumieć dziecko. Nigdy nie zapomnę tej niezwykle smutnej chwili, gdy Aslan, lew, został zabity. Przed śmiercią obcięli mu grzywę. "Jak mogą?" - zadawałem sobie pytanie. "Przecież to taka piękna i miękka grzywa, do której małe dziecko chce się przytulić gdy się czegoś mocno boi lub gdy za czymś/kimś tęskni". "Jak mogą odbierać mu życie?". "To dzięki niemu małe ludziki takie jak ja, jak my, czują się bezpiecznie". A łzy spływały po policzkach. Nawet teraz jak o tym pomyślę to robi się smutno. Na szczęście najczystsze dobro zwycięża  i w kolejnym odcinku wielki Aslan wraca do życia, a ja poczułem spokój. Niewątpliwie ten serial miał na mnie ogromny wpływ. Wpływ na moje marzenia, na postrzeganie świata. Dziś zobaczyłem moją Naranię. Nie w starej szafie lecz przez okno. Wystarczy jeden krok i będę w tym świecie. Nie teraz. Nie fizycznie. Bo przecież w wyobraźni tkwię w tym baśniowym świecie już  wiele lat. Mnie również dopada wieczna zima jak kiedyś Narnię. To smutek. Biała królowa ma swój czas. Niedługo ten czas się skończy. Już stopniały śniegi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój wzrok opuszcza krainę baśni i przenosi się na to co pod nogami. Tu widoczność jest najlepsza. Świat widziany z okna drugiego piętra. Znam go bardzo dobrze. Dwa pasy zieleni przedzielone chodnikiem. O tu po prawej, na tej trawie… &lt;br /&gt;Pamiętam jak ubrałem moją ulubioną bluzę jasnoniebieską z uśmiechniętym Smurfem na środku. Dopiero co ściągnięta z balkonu po praniu. Cieszyłem się jak głupi, że mogę w niej znowu iść. Wychodząc z domu usłyszałem głos mamy dochodzący z kuchni „Tylko się nie pobrudź!”, „Dobrze, będę uważał” i z leciałem po schodach &lt;br /&gt;…O tu po prawej na tej trawie ubrany w swą ulubioną bluzę grałem gumową piłką wielkości melona. Radość ze świeżo wypranego Smurfa trwała nie więcej niż pięć minut. Lecąc za piłką, potknąłem się o kamień i wylądowałem na lewym łokciu. Łokieć ujechał. Na pewno znacie tę zaciągniętą zieleń na spodniach, koszulkach czy swetrach. Ile to razy się zdarzało?. Zdarzyło się i tym razem. To tyle jeżeli chodzi o ostrożność podczas zabawy. Tego dnia ufajdałem jeszcze jedną bluzę.&lt;br /&gt;A tu po lewej stronie, w tej trawie, która kiedyś była gęstsza, któregoś dnia spędziłem całe popołudnie na szukaniu czterolistnej koniczyny. Na kolanach przemierzałem ten gąszcz małych roślin. Wyobrażałem sobie, siebie jako małego ludzika dla którego ta niziutka trawo-zieleń byłaby dżunglą nie do przejścia. „Ciężkie jest życie robaczka” – pomyślałem. Przeglądałem wszystkie koniczynki. Miałem wrażenie, że jeżeli znajdę tę z której łodygi wyrastają cztery listki to nic złego nigdy nam się nie przytrafi. Że nie będziemy o nic musieli się martwić, a szczęście nie opuści nas nigdy. Szukałem, szukałem no i nie znalazłem. Niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na brzegach chodnika oddzielające te dwa wyżej wymienione historyczne miejsca, stoją dwie ławki obrócone twarzą do siebie. Wiele godzin przesiedziałem na tych ławkach. Zazwyczaj z tymi samymi ludźmi. Zmieniały się zainteresowania, tematy, kolory ławek, czas leciał my dorastaliśmy ale do pewnego czasu ekipa była ta sama. Nie wszyscy załapywali się na miejsca siedzące. Niektórzy musieli stać. Kto pierwszy ten lepszy. Ławki w soboty służyły nam za zegarek. Jeden znajomy zawsze wychodził najwcześniej z domu. Już po obiedzie, podczas gdy inni kończyli śniadanie. Zasiadał i czekał. On nam był wskazówkami na tarczy podwórka. On już jest oznaczało - to powoli trzeba się zbierać.&lt;br /&gt;Patrząc na to z góry widzę jak przeciągu czasu się zmieniamy, rośniemy. Widzę tych skubiących słonecznik kumpli i tych co obgryzają paznokcie. Parę obrotów zegarkiem przeszłości i ci sami jeszcze ze słonecznikiem ale już z piwami. Niektórzy paznokcie zamienili na papierosa, a gryzienie na wciąganie. Widzę te wymieniane, połamane deski. Kolejny kolor, tym razem zieleń przykryła czerwień. Na paru deskach do dziś można czytać historię tego podwórka po warstwach farby.&lt;br /&gt;Powoli towarzystwo zaczęło się wykruszać, by ławki opustoszały całkiem. Stoją samotnie patrząc na siebie. I tylko czasami ktoś zmęczony przysiądzie na tym niezłym kawałku wspomnień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I już robi się zimno. Wystarczy tego odświeżającego powietrza. Trzeba wrócić z dalekiej podróży po pokładach pamięci. Zamykam okno, siadam przed komputerem i spisuję przemyślenia. Jest przed trzecią. Dziś to będzie tylko szkic. Jutro powstanie z tego coś, co Microos i inni będą mogli przeczytać w wannie, w pracy, u dziewczyny. Bo ktoś to czyta…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-6508728060421594234?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/6508728060421594234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=6508728060421594234' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6508728060421594234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6508728060421594234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/02/odwilz.html' title='Odwilż'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-6349520501288367275</id><published>2009-01-27T17:09:00.006+01:00</published><updated>2009-01-27T17:36:59.797+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Sentymentalnie</title><content type='html'>Ostatni tydzień to kolejna podróż. Tym razem podróż sentymentalna, podróż w czasie. Może wyruszyłem w nią by zamknąć pewne drzwi? Może chciałem spojrzeć tylko przez dziurkę od klucza na to co kiedyś, było odskocznią od szkolnych stresów i od domowego marudzenia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Piwnica.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejsce zupełnie magiczne. Azyl – to chyba najlepsze słowo określające to pomieszczenie. Pamiętam jak pewnego wrześniowego popołudnia 1997 roku zapaliłem tam pierwszego papierosa. Sobieski Light. Ta adrenalina i to nie znośne kręcenie w głowie za, którym tęskniłem przy każdym kolejnym papierosie lata później. To miejsce gdzie zamykaliśmy drzwi do rzeczywistości. Przecież przez cały tydzień przeżywaliśmy stresy związane ze szkołą. Od poniedziałku liczyło się tylko by przetrwać, oby do piątku. Bo w piątek kończyło się to co przytłacza, a zaczynało się to co fajnie jest robić. Całkowite oderwanie się od wszystkiego co nas otacza. Z butelką wódki z mety, z paczką piw, z paroma winami tanimi, czy czym tam jeszcze co pozwalało oderwać się od ziemi. Rozmowy toczone godzinami. Nie jeden chciał zmienić świat. Przecież to takie oczywiste, że będzie dobrze. Wystarczy otworzyć ludziom oczy. Młodzi ludzie jeszcze wierzący, że to wszystko ma sens. A nawet jak nie ma, to liczy się tylko ta chwila, bo jutra i tak nie będzie. &lt;br /&gt;A gdy po spożyciu „dopalaczy” opuszczaliśmy piwnicę, świat za drzwiami klatki był zupełnie inny od tego jaki zostawiliśmy wychodząc ze szkoły w piątkowe popołudnie. Spotykaliśmy resztę osiedlowych znajomych. Na ich twarzach, zupełnie jak na naszych malował się uśmiech. Do końca wieczoru wszyscy razem przemierzaliśmy ścieżki miasta, nie zwracając uwagi na nic co nie ma znaczenia. A znaczenie miało tylko to, że czujemy się dobrze w dobrym towarzystwie i jeżeli dzisiaj skończy się świat to przyjmiemy to z przyjemnością i ulgą. Może właśnie szukaliśmy końca wszystkiego? By na zawsze pozostać w tym stanie , by już nigdy nie opętała nas szarość i nigdy nie dorosnąć.&lt;br /&gt;Piwnica, została zamknięta. W zasadzie to nigdy nie powiedzieliśmy dość. To przeminęło naturalnie. Staliśmy się pełnoletni i dużo więcej mogliśmy. Nasza podziemna baza straciła swój czar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu postanowiłem otworzyć to co było zamknięte w puszce o nazwie „Piwnica”. Chciałem sprawdzić czy gdy podniosę wieko przeszłości, poczuję zapach tego co minęło, czy jak kiedyś poczuję się wolny. Już dłuższy czas zabierałem się do tego i w końcu się udało. Odkurzyłem pamięć i wspomnienia dawnych dni wróciły. Nie było już takiego szaleństwa jak kiedyś. Z umiarem kosztowałem tego co lata temu było nam tak bardzo potrzebne do przetrwania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz wiem, że te drzwi nigdy nie będą zaryglowane, że na kilka godzin mogę zejść po betonowych schodach, a z każdym pokonanym stopniem  będę czuł jak wracają wspomnienia, by przekręcając klucz w kłódce przekręcić wstecz czas i pooddychać tamtymi latami, by poczuć pierwszego papierosa, by zobaczyć siebie. Bo część mnie na zawsze tam pozostanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-6349520501288367275?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/6349520501288367275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=6349520501288367275' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6349520501288367275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6349520501288367275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/01/sentymentalnie.html' title='Sentymentalnie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-1220806580415948097</id><published>2009-01-21T13:47:00.009+01:00</published><updated>2009-01-24T15:53:58.004+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MUZYKA'/><title type='text'>O muzyce</title><content type='html'>Wiem… O muzyce nie powinno się pisać, muzyki się słucha. Tym bardziej nie powinno się pisać krótko, a będzie krótko.&lt;br /&gt;Bo muzyka to jest coś co rozumiem, coś w czym potrafię się odnaleźć. Nic nie zabija mnie tak jak cisza. Wiem, że cisza zupełna nie istnieje, nie w warunkach naturalnych. Jednak to co nazywamy ciszą, ten brak jakichkolwiek oznak wyższej świadomości to przytłacza i odbiera chęć do wszystkiego. Czasem wiatr uderzając w okno i poruszając gałęzie drzew stworzy coś ciekawego, coś co ewentualnie może zastąpić dźwięki dobywające się zwykle z głośników. &lt;br /&gt;Cisza. To ona sprawia, że mrok jest ciemniejszy, a strach większy. To cisza powoduje, że czuję się taki zagubiony. I to co nazywamy ciszą, to coś czego nie rozumiem. Dlatego mój dzień wypełniony jest muzyką do granic możliwości. Często nie mogąc zasnąć przez całą noc słucham muzyki. W końcu zasypiam. Budząc się co jakiś czas do uszu dochodzi znajomy dźwięk. Czuję się przytulony przez te melodie. Otacza mnie, ogrzewa, nie pozwala być samotnym. Uśmiecham się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka. Mój alternatywny świat. Świat, niezwykle piękny, bogaty, wieczny. Zamykam się przed otaczająca mnie rzeczywistością, odrywam się jak się tylko da. Muzyka rozładowuje wszystkie emocje, jest niezależnie od tego jak się czuję i co robię. To świat, który jest dla mnie jasny. Każdego dnia poznaję coś nowego. Coś co przyprawia o słynne ciary.&lt;br /&gt;Tak wiele dróg, nieskończenie wiele. Drogi muzyki. Zdaje ci się, że wiesz jaką drogą podążasz, nic nie może cię zaskoczyć. Idziesz. To droga muzyki, którą znasz od jakiegoś czasu. Już jakiś czas chodzisz nią, bo jest wygodna, znana i przyjemna. W pewnym momencie - nie wiesz co ani jak - ale to co ci się wydawało prostą ścieżką, gdzieś pomiędzy krzakami coś skrywa. Dziwisz się. Przecież miałeś wrażenie, że znasz ją na pamięć. Ciekawość nie daje ci spokoju. Podchodzisz. Przyglądasz się. Niby fajne ale  jakieś takie nieznane. Nie dostrzegasz jeszcze dokładnie. Wychylasz się bardziej. Jesteś na krawędzi. Zaraz wpadniesz w nieznane. Odłożysz to co znasz na chwilę? Dasz się ponieść nieskończoności czającej się za krzakiem oczywistości? To co kryje się w mroku jest zbyt pociągające. Wpadasz. Przepadłeś. Przed tobą niekończąca się ilość dróg. Dróg łatwiejszych i trudniejszych. Niektóre nie są dla ciebie. Sam się przekonasz. Jesteś w raju. Przekroczyłeś granicę tego co znane i lubiane. Teraz tajemniczy świat, otwiera się przed tobą. Już nie ma powrotu. Ta znana ci wcześniej droga gdzieś tu się znajduje, pewnie na nią trafisz, wspomnisz dobre dni, może nawet uronisz łzy wzruszenia. Nie wrócisz już jednak do tej prostoty, linijności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie pojmę ludzi ślepo zapatrzonych w jeden zespół, w jeden rodzaj muzyki. I jeszcze te muzyczno-subkulturowe konflikty. O co chodzi? Do cholery ludzie już mają nieźle nasrane w głowach. Traktują muzykę jako powód do niezgody. Nie wykorzystujcie tak muzyki. Nie macie do tego prawa. Ona nie jest waszą własnością i tylko zrozumieć ją możecie, więc rozkminianiem się zajmijcie. Zamknięci jesteście na to co oferuje wam świat muzyki. Droga, którą idziecie nie jest ślepa. Ona prowadzi do ścieżki, która w pewnym momencie łączy się z czteropasmówką, z której w każdej chwili możecie zjechać na mniejsze drogi. No i jeszcze kolej torowa, metro, zakamarki świata. Nie warto się zamykać w klatce tego co znamy od lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja muzykę kocham. Prócz alternatywy daje bezpieczeństwo. Towarzyszami są mi najwięksi. Słucham co mają do powiedzenia. Nie zawsze słowa są najważniejsze. Często przecież to co niepowiedziane mówi nam więcej niż to co oczywiste, proste i jasne. Cały dzień słucham. Muzyka jest dla mnie: kochanką, przyjacielem, żoną. I jakże cięższe by było życie gdyby nie: psychodeliczna muzyka Radiohead,  rockowe dźwięki poczynając od The Beatles i nie kończąc nigdy. A czy nie oczyszczające jest słuchanie Rage Against The Machines? Wyładować emocję skacząc, krzycząc, tańcząc. Albo latać przy muzyce Chicane, to piękne i wysokie loty. Czy zróżnicowane Faithless, które zanurzyło palec we wszystkich „odłamach” muzyki znanej jako elektroniczna. No i Depeche Mode, grupa, której nie da się sklasyfikować, a od której można się uzależnić. Sporo tego, nie sposób wymienić choćby paru procent. Świat bez tego byłby nijaki, to pewne.&lt;br /&gt;Nie ma większej przyjemności niż słuchanie muzyki z kimś kto rozumie ją w podobny sposób do ciebie. Gdy już lata spacerując zaułkami i drogami tego świata, spotykasz kogoś kto te drogi zna tak dobrze jak ty. Niektóre lepiej. Ktoś kto wskaże ci kierunek, którego nie dostrzegałeś dotychczas. Dla wszystkich „muzycznych potworów”, dla tych którzy byli mi mentorami, towarzyszami i słuchaczami, dla was wszystkich  proste - Dzięki! Mam nadzieje, że jeszcze z niejednym z was zatopię się w otchłań muzyki. Polatamy, pobujamy się, będziemy się rozkoszować hałasem, który jest tak zrozumiały, tak prawdziwy. To świat idealny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-1220806580415948097?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/1220806580415948097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=1220806580415948097' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1220806580415948097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1220806580415948097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/01/o-muzyce.html' title='O muzyce'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-2442728179707624848</id><published>2009-01-19T16:03:00.006+01:00</published><updated>2009-05-05T13:59:46.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Podróże'/><title type='text'>Weekend</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W pociągu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;…opuszczamy Katowice. Mijamy kolejne familoki. Szare brudne, przygnębiające osiedla. Wyglądają na opuszczone. Opuszczone od lat. Chyba dawno nikt tu nie zaglądał, takie mam wrażenie. Jedno wielkie betonowe cmentarzysko. I tylko gdzieniegdzie  zapalony znicz. Ktoś jednak pamięta o tym miejscu. Nie! To nie jest światło palącej się świecy. To nieliczne palące się lampy w oknach, dające nam do zrozumienia, że to co bierzemy za zgliszcza świata, to czyjś cały świat. Wszystko co ma. Czy zasłużył na taki los? W jego życiu nie ma miejsca na szczęście. Nie ma na to czasu. Zaganiany cały dzień. Pracuje po naście godzin, by rodzinę utrzymać. I może jedynie pomarzyć o godnym życiu. Może jego dzieci, może im się uda. &lt;br /&gt;Pewnie w tych oknach jest ktoś, kto dziękuje za to co ma. Za zdrowie i, że może się cieszyć pięknem wschodów i zachodów. Może być świadkiem narodzin. Jeszcze ktoś inny myśli przez cały dzień jak wyrwać się z tej szarości. Napije się, czegokolwiek, byleby miało procenty. Wyrwie się na chwilę, a jutro będzie myślał co dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest parę minut po pierwszej. Stolica śląska już za nami. Cisza i spokój. Jakby noc była westchnięciea po ciężkim dniu. Chwilą wytchnienia. Jakby świat chciał powiedzieć: „uff… udało się przetrwałem, niedługo wstanie słońce ale przez te kilka godzin mam to gdzieś i rozkoszuję się ciszą i spokojem”.&lt;br /&gt;Ciekawy to świat. Stoi nic się nie dzieje. Chyba nocą jest odstawiany do mechanika. Tam cierpliwi czeka na swoją kolej. Leniwy fachowiec niespieszny się. Wie, że ma całą noc. Noc na przegląd, na dokręcenie śrub, wymianę oleju i jakąś ogólną kosmetykę. Chociaż może świat umarł? Może jego układ krążenia nie wytrzymał tego ciągłego biegu, tego kręcenia się wkoło. Świat się skończył, a my o tym nie wiemy? Świat umarł! To nie śnieg pokrywa dachy, drzewa, ulice – to kurz. Nikt już nie posprząta, nie ma czego. Przespaliście koniec świata. A może mam zwidy. Pewne jest, że cisza i spokój ogarnęła tę część ziemi. Nic się nie dzieje. Rzeczywistość w „slow motion”, powoli zmierza do dnia kolejnego. Cholera kocham ten świat, gdy nie istnieje prawie nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy. Naszym celem jest Gdańsk. Suniemy pociągiem przez cały kraj. Jakby wielkim suwakiem zapinamy zamek błyskawiczny w kurtce Polski. By nie było tak zimno. Przed nami 9 godzin tym pojazdem. Hipnotyzujący  stukot pociągowych kół. Mamy wykupione kuszetki. Jeszcze nie chcę iść spać. Posłucham muzyki, pomyślę.&lt;br /&gt;Leżę i rozkoszuję się tym uśpionym życiem i czasem, jadąc w bujającym się jak barka na morzu – pociągu. Morzem nam zaśnieżone lasy i pola, a falami – tory. Jest strasznie ciepło. Długopis skacze po kartkach zeszytu: „Jak ja się później odczytam z tych bazgrołów?. Kilka linii wygląda jak na szpitalnym monitorze, wykres pracy serca. Ale dam radę”.&lt;br /&gt;Jazda. To jest coś co bardzo lubię od najmłodszych lat. Do tego jeszcze muzyka. Jest świetnie. Przez okno które przysłonięte kurtkami ma w tej chwili rozmiar siedemnastocalowego monitora LCD, patrzę na płynące co jakiś czas światła latarni, domów, pociągów. Leżę. To coś nowego. Zawsze podczas podróży siedziałem, a noc miałem przyklejony do szyby. Tym razem - w miarę wygodnie - leżę. Już prawie 4 na zegarku. Tak bardzo chcę się rozkoszować jazdą, światłem zza okna i muzyką. Nie zasypiaj. Jeszcze jeden utwór.&lt;br /&gt;No dobra już koniec. Nie mogę się powstrzymać. Odkładam grajka i zamykam oczy. Bujam się podczas zasypiania. Wspaniałe uczucie. To nie łóżko! To nie pociąg! Unoszę się w powietrzu na latającym dywanie. Jeszcze nie zasypiam, cieszę się chwilą. Czuję się wolny. Już wiem co przeżywają każdego dnia anioły podróżując na obłokach. I…&lt;br /&gt;…zasnąłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzę się jakieś głosy na korytarzu. Dwóch mężczyzn i kobieta. Za oknem ciemno. Patrzę, która godzina – 5.47. Cisza i spokój nocy brutalnie zabita przez ludzi. Te pasożyty wszystko zniszczą. I mnie obudzili. Jestem tak zmęczony, że nie zwracam na to uwagi. Zresztą stukot i trzaski pociągu zagłuszają ich całkiem skutecznie.&lt;br /&gt;Drugie przebudzenie. Już jasno, a zegarek pokazuje 8.23, czyli jeszcze ponad godzinę do celu. Zgrupowanie korytarzowe trwa dalej. Nie wiem o czym gadają. Nie interesuje mnie to. Niech sobie gadają. Dwa męskie głosy wymieniają zdania. Nic groźnego. I tylko ten żeński głos. Tak irytujący. Przypomina czasy gdy w zimowy poranek sąsiad próbował odpalić malucha. Kobieta miała głos jak fiat 126p kaszel. Wtrącała się co jakiś czas do rozmowy, mówiąc głównie do męża: Stefciu to, Stefciu tamto. Ale co się będę czepiał. Niech sobie gada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechaliśmy przed 10. &lt;br /&gt;Mogę pisać co robiliśmy przez cały dzień. Ale to głównie obowiązki. Ciekawe i w przyjemnym towarzystwie ale nie chce mi się o tym pisać. Tylko wspomnę jedną postać. Lodowiskowego "woźnego". Fajny gość. Sam siebie mianował szefem wszystkiego i wszystkich ale całkiem pozytywna osoba, dająca nam powody do śmiechu. To parę jego tekstów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dobra to jak już wszystko zrobicie to poszukajcie mnie. Ja będę tu, albo będę się gdzieś kręcił, albo będę tam. Jakby co to pytajcie o mnie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - A jak ma pan na imię?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pytajcie o pana Zbyszka, każdy mnie tu zna”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem spotykając nas po raz kolejny pyta się kiedy będziemy gotowi, tak plus, minus. 10-15min - odpowiadamy. Pan Zbyszek pojawił się po ponad godzinie. Chyba godzina i dziesięć minut. Ale jemu czas płynie pewnie inaczej.&lt;br /&gt;I jeszcze jeden tekst gdy pytając  się na drugi dzień czy ktoś o nas pytał odpowiedział:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nikt nie pytał, jak ja nie zapytam to nikt nie pyta”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Zbyszek jest wporzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem do „hotelu”. „Dom nauczyciela”. Wchodząc tam chyba weszliśmy do wehikułu czasu. PRL i to dawny PRL. Tylko odpadający tynk, odklejająca się okleina wskazywały, że czas nie miał litości i to co wydawało się trwać wiecznie, nie przetrwało próby czasu. Trochę też przypominała ta noclegownia domy ze starych amerykańskich horrorów. Klimat był.&lt;br /&gt;Szybko się przebrać i na miasto. Postanowiłem zostawić aparat w pokoju. Chciałem nacieszyć się pięknem tego miasta. Może nie będę miał pamiątek. Ale przez chwilę będę się przechadzał z mieszkańcami Wolnego Miasta Gdańsk. Cofnę się o parę wieków i poczuję tamten klimat.&lt;br /&gt;Na mieście obiadokolacja, piwko i spacer. Nie będę pisał dużo o Gdańsku. Bo dla niektórych warto zobaczyć, dla innych to za mało. Ja zawsze chciałem zobaczyć to miejsce. Udało się. Warto było, bo ma klimat i czuje się długowieczność. Może jeszcze tam wrócę, nie wiem.  Polecam tym co jak ja potrafią się cofnąć w czasie i na kilka chwil być w innej rzeczywistości. Rzeczywistości tak istotnej dla tego czym jesteśmy teraz.&lt;br /&gt;Stare miasto, piękne. Reszta miasta to zwykła polska metropolia.&lt;br /&gt;I drugie oblicze Gdańska. Oblicze widziane przez szybę pociągu. Gdańska Stocznia. Miejsce tak istotne dla naszej wolności, niezależności. Wygląda ona niezwykle przygnębiająco, szaro i smutnie. Ciężko opisać uczucia jakie mną targały na widok kolebki Solidarności. Porównywalne ze śląskimi familokami. Może to ta sama rodzina szaro-przygnębiających i podupadłych architektonicznych tworów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót. Osiem godzin w pociągu. Tym razem bez kuszetek. Cały przedział dla nas. Miejscem docelowym pociągu Kraków. W Krakowie czekał na nas Rumski. Jeszcze tylko chwila przerwy w podróży by zatrzymać się na najlepszego kebaba na świecie i do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miła i ciekawa podróż. Wiele fajnych sytuacji, których nie da się opisać takimi jakimi były. Szkoda tylko, że nie da się całkiem oderwać od problemów i wątpliwości. No ale przez czas wyjazdu wszystko co przyprawia o zawrót głowy zostało rozcieńczone. Wracało ale nie z taką siłą.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-2442728179707624848?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/2442728179707624848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=2442728179707624848' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2442728179707624848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2442728179707624848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/01/weekend.html' title='Weekend'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5066186606431287437</id><published>2009-01-12T19:32:00.007+01:00</published><updated>2009-01-14T16:51:03.529+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>czarno-białe</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sobota...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Biało-czarna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat głęboko pogrążony w swym corocznym zimowym śnie, przykryty śnieżną pościelą. Płatki śniegu leniwie tańczą na niebie. Widok tego białego świata w trakcie odpoczynku niezwykle uspokaja. Sam najchętniej położyłbym się na tym śnieżnobiałym posłaniu i tylko mróz i zimno powstrzymuje.&lt;br /&gt;Czarna gęsta jak smoła ciecz, wywar. Na samym dnie bagnisty grunt, ciemniejszy od nocy, nad taflą unosi się lekka mgła. Niezwykle aromatyczna mgła. To zapach nadziei, siły, ukojenia. I ten niebiański smak pobudzający tego leniwego dnia.&lt;br /&gt;Czarna kawa i białe ulice. Ciepły nektar i zimne posłanie. Pobudzający aromat i uspokajający krajobraz, a wszystko przedzielone szkłem. To piękna biało-czarna sobota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czarno-biała&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz kawa się kończy. Ciepło ucieka. Nadzieja odchodzi. Świat jakby zwolnił.  Zostaje jedynie zimny widok upływających godzin. Biały hipnotyzujący widok. Niekończąca się biel. Niczym biała wciągająca otchłań. Nie wpaść w szaleństwo. Nie dać się pochłonąć. Biel nadziei przeszła w białą gorączkę wywołując czarne myśli.&lt;br /&gt;Mrok przykrywa świat, łapie, więzi. Nie ma ucieczki. Nikt nie słyszy, a czas jakby stanął i daje do zrozumienia, że później nie ma już nic. Próba ucieczki. Próba wyrwania się z kajdan ciemności, z łańcuchów niebytu. Ostatni błysk nadziei, ostatnimi siłami i…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Biały wieczór&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przyjadę do ciebie Maniek. Bądź na przystanku bo nie mam kaski i zastawie dowód u kierowcy – powiedziałem kuzynowi przez telefon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobra, nie ma sprawy. To której będziesz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- 21.25. Coś koło tego. Nara – i skończyłem rozmowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do autobusu 15 minut. Spakować różne potrzebne i mniej potrzebne rzeczy. Odziać się i na przystanek.&lt;br /&gt;Na przystanku 5 minut oczekiwania na pojazd. Jest. Podjechał. Idę do kierowcy i pytam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam, mógłbym zapłacić za bilet na przystanku przy wyjściu, bo nie mam przy sobie pieniędzy, a tam kuzyn będzie na mnie czekał – i wyciągam dowód by dać „w zastaw”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Siadaj pan – odpowiada kierowca z uśmiechem na twarzy. Strasznie przyjemny wyraz twarzy miał ten człowiek. Pozytywna postać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włożyłem słuchawki do uszu i rozkoszowałem się jazdą i muzyką wpływającą prosto do głowy.&lt;br /&gt;Przed wyjściem zapytałem kierowcy czy na pewno nie chce bym zapłacił, a on odpowiada:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobrze, że pan powiedział, że jedzie bez pieniędzy. Powodzenia – i wszystko skwitował miłym uśmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dziękuję, powodzenia i do widzenia – powiedziałem i wyszedłem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się później okazało kuzyn idąc na spotkanie zakupił sobie czekoladę i dodał: „No właśnie nie wiedziałem o co ci chodzi z tym dowodem” , czyli nie miał przy sobie ani grosza. Przypadek, że stało się tak jak się stało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Mańkiem po Anie i w trójeczkę jak trzy skrzaty przemierzaliśmy drogi miasta, w poszukiwaniu wygodnej, przytulnej przystani.  Pod nogami skrzypiał nam świeży śnieg. Tego wieczoru zwiedzaliśmy głównie podziemia Oświęcimia przystając chwilę tu, tam dłużej ale nigdzie za długo. Całkiem mile spędzony czas. Rozluźnienie i załapanie świeżego powietrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do domu już tylko we dwójkę z kuzynem spotkaliśmy znajomego z dawnych lat. Całkiem w porządku ziom. Kiedyś co tydzień coś się „kombinowało”. Z nim był jeszcze jeden gość oboje już nieźle zrobieni bo wiadomo „the weekend has landed…”. Ogólnie ziomki z osiedla, a skoro zmierzamy w tym samym kierunku, to można zamienić parę słów. &lt;br /&gt;Przechodząc przez ulicę mija nas policja w swym lśniącym niebiesko-białym Seicento. Jadą dalej. Stary znajomy w pewnym momencie krzyczy: „Psy! Wy chuje!” i idziemy dalej. Słyszymy, że samochód się zatrzymuje. Ten czwarty mówi do naszego kumpla, a zamiast „R” wymawia „Ł”: "To tełaz będziesz spiełdalał”  - i się śmieje.&lt;br /&gt;Policja nawraca i wjeżdża na chodnik. Kumpel zaczyna swą ucieczkę i jeszcze tylko z uśmiechem na twarzy krzyczy „Ło ja pierdole”. &lt;br /&gt;Pognał niczym Satyr pełen radości gna przez las. Skakał, machał rękoma. Niesforne stworzenie. Za nim policyjne Seicento mknęło między labiryntem białych zasp. Śnieżny patrol w pogoni za mitycznym stworzeniem. A my w trójkę staliśmy i nie mogąc się nadziwić, patrzyliśmy jak znajomy znika za kolejnym budynkiem, a bolid niezgrabnie pokonuje kolejny chodnik.  Śmieszna i zaskakująca sytuacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwykła sobota, ze zwykłym dniem i zwykłym wieczorem. Czarno-biała sobota. Jak białe litery, wyrazy i zdania - na tej czarnej „kartce”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5066186606431287437?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5066186606431287437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5066186606431287437' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5066186606431287437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5066186606431287437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/01/czarno-biae.html' title='czarno-białe'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-8551452783608195415</id><published>2009-01-03T14:06:00.004+01:00</published><updated>2009-01-03T16:35:05.578+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Nowy Rozdział</title><content type='html'>Ostatnie pożegnanie z 2008 rokiem, czyli sylwestrowe podsumowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapowiadało się na miłą posiadówę w wybitnym gronie, a zakończyło się bananem i zaskoczeniem na twarzy.  Zmiana otoczenia podziałała kojąco. Impreza upłynęła pod znakiem dobrej rozmowy, dobrej zabawy i było niebyło - dobrze zakrapiana była. Nie za dużo nie za mało. Jakbyśmy w ten wieczór znaleźli złoty środek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed północą wtopiliśmy się w tłum ludzi. Staliśmy się wszyscy jednym wielkim organizmem. Gdy spojrzeć na wszystko z lotu ptaka tworzylibyśmy wielki uśmiech. Parędziesiąt minut przyjaznej atmosfery. Tłum już nieźle uniesiony alkoholowo. Ale przez chwilę końca roku dało się wyczuć pozytywne nastawienie do wszystkiego. Miły akcent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po północy stało się coś niesamowitego, coś zupełnie niespodziewanego. Czułem się jak w kosmosie, jak w innym wymiarze… Byłem świadkiem końca wszechświata. Stałem sam na środku nicości. Tylko ja i cały wszechświat rozpadający się przed moimi oczami. Wybuchające planety, przepadające układy planet. Zmierzch wszystkiego. Wspaniałe zniszczenie wszelkiej materii. Eksplozja światła, kolorów… W jednej chwili wszechświat przestał istnieć. Ułamek sekundy nicości. I wszechświat zastąpiony swoją nowszą, czystą  wersją o numerze 2009. I mimo, że to nie był pierwszy pokaz sztucznych ogni. Nie największy. To niesamowicie piękny. Czułem się jak dziecko, które pierwszy raz jest w lunaparku. Z otwartą buzią patrzyłem jak wszystko co mnie otaczało – kończy się, przepada,  a zaczyna się coś zupełnie nowego. Po tych parunastu minutach ciężko miałem zamknąć szczękę - mróz. Ale pięknie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypada również wspomnieć o niespodziewanym gościu. Po widowisku końca (wszech)świata stawiając pierwsze kroki na drodze międzygalaktycznej nr 2009 zmierzaliśmy do sylwestrowej bazy. W klatce spotkaliśmy znajomą z nieznajomym. I właśnie o tym nieznajomym warto wspomnieć. Człowiek jak się wydawało znikąd. Jednak jego twarz od początku wydawał się znajoma. Dopiero brat otworzył nam oczy. Zielony, mały, duże uszy? Tak, tak! To mistrz Joda we własnej osobie. Zaszczycił nasze skromne progi. Cóż za wyróżnienie, cóż za radość. Szkoda tylko, że pan Joda przez resztę swej obecności medytował. Tyle pytań zostało bez odpowiedzi . Swoją drogą dziwną pozycję do medytacji wybrał. Głową do dołu? I jeszcze na stole? No ale mistrz to mistrz! Joda rulez!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim za całkiem przyjemny wieczór. Zniszczyliśmy stary rok! Zrobiliśmy to z hukiem, a jednocześnie bez zbędnych emocji. Pożegnaliśmy to co było, nie tęskniąc za tym. Oby ten nowy rok był tak dobry jak kurczak curry, jak lody włoskie, jak dobre wino. Smacznego roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kończąc życzę nam wszystkim byśmy w przyjaznej atmosferze spotykali się co roku. By podsumowując każdy kolejny wspominali dobre dni, czekając co kryje się za rogiem nowego roku. Nieważne gdzie. Czy to Indie, czy to południowa Europa, czy Ameryka, czy nawet mieszkanie w Oświęcimiu, Bieruniu czy Chełmku. Wszystkiego dobrego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-8551452783608195415?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/8551452783608195415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=8551452783608195415' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8551452783608195415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8551452783608195415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2009/01/nowy-rozdzia.html' title='Nowy Rozdział'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-1314660318341793579</id><published>2008-12-31T13:27:00.007+01:00</published><updated>2009-01-07T20:28:06.840+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Sylwestrowo(?)</title><content type='html'>Sylwester kiedyś lata świetlne temu. Spędzaliśmy go całą rodziną słuchając kaset The Beatles oraz takich hitów jak "Zakazany owoc". Kojarzę, że w TV  zawsze leciała któraś z części Indiany Jonesa. Często w naszym pięknym miasteczku mieliśmy "egipskie ciemności", szaleństwo, taki sylwestrowy psikus. Indy niedokończony, a nowy rok witany na chybił-trafił. Ale klimat był. Szklanki napełnialiśmy gazowanym napojem o nazwie "Go-Go", toast i do spania. I mimo, że nic się nie działo, to fajnie było. Dotrwać do północy, to było przeżycie. Zobaczyć ten inny świat po zmroku. Szok...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później sylwester to okazja do w miarę legalnego napicia się. Wyjść z kumplami, gdziekolwiek, nie ważne czy to garaż, czy to nawet stanie na mrozie. Nieważne. Ważne by napełnić się rozgrzewającą Vódeczką, by oderwać się od ziemi i polatać. Latanie często kończyło się bolesnym lądowaniem ale warto było. Godziny rozmów, kartony fajek i beczki vódki. Nastoletnie czasy buntu. Czasy gdy niewinność zmierzała w otchłań by przepaść na zawsze. A po każdym sylwestrze odliczanie dni do kolejnego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz dzień zwany sylwestrem, to taki zwykły dzień. Nawet gorszy od zwykłego. Taki dzień bez duszy. Wypada się spotkać i spędzić go z najbliższymi. Teraz też napełnimy czary alkoholem, przytłumimy potrzeby i z nadzieją na lepsze jutro będziemy się śmiać. I mimo, że taki zwykły, że taki nijaki to miło, że możemy się spotkać w przyjaznym gronie. W gronie dobrze życzących nam ludzi zamknąć stary rok i pełni marzeń, nadziei i oczekiwań otworzyć nowy, oby lepszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę szczęśliwego 2009 roku by był pomostem do lepszego życia. By to był początek wszystkiego co warto robić, by każdy znalazł swą drogę, by każdy znalazł sposób by cieszyć się kolejnym dniem. A zdrowie niech nas nie opuszcza, więc - NA ZDROWIE!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-1314660318341793579?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/1314660318341793579/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=1314660318341793579' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1314660318341793579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/1314660318341793579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/sylwestrowo.html' title='Sylwestrowo(?)'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-8047839649923426079</id><published>2008-12-24T13:12:00.012+01:00</published><updated>2009-11-07T04:48:05.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Świątecznie</title><content type='html'>"Świąteczna Niespodziewajka"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...w nocy miał ciężko zasnąć. Wiadomo święta, prezenty i ta magiczna atmosfera. Bał się, że przez to prześpi całe święta, że obudzi się zaraz po. Zasnął...&lt;br /&gt;Mały Alex obudził się tuż po 9 rano. Otworzył oczy, wstał z łóżka, podszedł do okna &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- JUUUPI! - wykrzyczał i podskoczył z radości. Świat za szybą pokrywała biała pościel. Śnieg! To będą białe święta tak jak marzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubrał się czym prędzej i pobiegł do kuchni. W kuchni mama wkładała piernikowego ludzika do piekarnika. Uścisnął ją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Alex, kochanie co zjesz na śniadanie? - spytała mama&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- hmmm... napiję się tylko kakao - odpowiedział rozpromieniony malec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciepłe kakao to jedyne czego chciał. Do wigilijnego stołu zamierzał usiąść z pustym brzuchem.&lt;br /&gt;Wpatrywał się w okno popijając kakao. Śnieg padał cały czas. Uśmiech nie schodził z twarzy Alexa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pięknie to wygląda - pomyślał i wtedy wyobraził sobie, że śnieg to cukier puder, a świat to wielki pączek. Cukiernik posypuje przez sito świat. Przez ten czas świat będzie wielkim pączkiem z góry posypany cukrem pudrem. A gdy śnieg przestanie padać. Gdy przyjdzie mróz, to cukier puder zamieni się w lukier. Bo przecież mróz to ślizgawki, to szklany, piękny świat. Baśniowe obrazy za oknem, zapach wypiekanego piernikowego ludzika i ta magiczna świąteczna atmosfera wystarczyły by młody chłopak czuł się szczęśliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas mijał strasznie szybko, jakby jakiś skrzat kręcił wskazówkami by przyspieszyć wigilijną ucztę. Nim Alex się obejrzał siedział odświętnie ubrany wraz z rodzicami i malutką siostrzyczką przy stole wcinając kolejne danie. W pewnym momencie odezwał się rozpromieniony tata:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Piękne święta w tym roku, dziękujmy Bogu za to, że jesteśmy tu razem, za ciepło, za posiłek, za śnieg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alex już od paru lat zastanawiał się kim jest ten ktoś do którego tylu ludzi się modli. Któremu za wszystko dziękują, proszą o tak wiele. Bóg. Kim on jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Teraz już wiem, Bóg to wielki cukiernik posypujący świat cukrem pudrem. Patrzy na świat - pączka - z góry i dba o niego. Dba by pączek był smaczny, piękny i wyjątkowy - Alex był dumny z siebie, że wreszcie odkrył tajemnice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec wieczerzy spokój rodziny przerwało pukanie do drzwi.&lt;br /&gt;Tata poszedł sprawdzić kogo niesie w ten wigilijny wieczór.&lt;br /&gt;Alex słyszał z oddali dochodzący męski głos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- ...dzień dobry mam przesyłkę dla pana Alexa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To mój syn&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Proszę tu podpisać... o tu i jeszcze tu... dziękuję i życzę Wesołych Świąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wzajemnie, do widzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tata zamknął drzwi i przyniósł paczkę wielkości pudełka na dziecięce buty i wręczył ją Alexowi. Na wieku było napisane "Otworzyć przed snem"&lt;br /&gt;Skończyli kolacje, czas na prezenty. Wszystko miło, fajnie jednak Alex nie mógł przestać myśleć o dziwnej paczce. Od kogo ona? Co w niej jest?&lt;br /&gt;Mimo, że były święta, postanowił położyć się wcześniej. Otworzył paczkę.. Pod pierwszym wiekiem znajdował się liścik, a pod nim jeszcze jedno wieko. Otworzył list i zaczął czytać:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Drogi mały odkrywco. Z tego co wiem dzień minął Ci bardzo przyjemnie. Wiem, że jesteś szczęśliwy. To piękne uczucie. Miłość połączona z radością i niekończącą się zabawą. Jesteś młodym człowiekiem, jeszcze tyle przed Tobą. Pewnego dnia zderzysz się z dorosłością. Zazwyczaj to zderzenie przynosi ból. Ale nie bój się. Nie piszę do Ciebie by Cię przestraszyć. Piszę by Ci pomóc. Bo wiesz Alex jesteś teraz szczęśliwy. Mało kto może powiedzieć "jestem szczęśliwy". Ty skosztowałeś tego. Magia świąt rozpaliła w Tobie ogień. Ten ogień może przygasnąć. Jednak nigdy nie zgaśnie całkiem. Kiedyś będziesz tak zalatany, zajęty, że zapomnisz o nim. Dlatego właśnie piszę. Czytaj ten list w każde święta i wtedy kiedy będziesz smutny. Wspomnienie tych świąt dołoży drewna do ogniska. Ogień szczęścia da nadzieje, sprawi, że znajdziesz rozwiązanie. Śpij spokojnie, nigdy nie będziesz sam. Anioły czuwają nad Twoim snem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołych Świąt,&lt;br /&gt;Wielki Cukiernik&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończył czytać. Jeszcze nie do końca rozumiał treść listu. Zadowolony był, że w dzień kiedy odkrył tajemnicę Boga - Cukiernika, ten napisał do niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Będę czytał ten list w każde święta, w każde urodziny i wtedy gdy będę smutny, a w kościele będę dziękował ci, że tak się opiekujesz światem - wielkim pięknym pączkiem - powiedział i otworzył drugie wieko, a tam...&lt;br /&gt;Dwa pączki, jeszcze ciepłe. Jeden z lukrem, drugi z cukrem pudrem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KONIEC&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dla Sebastiana, Sabiny, Agnieszki, Ani, Mańka, Lola i Rumskiego, czyli dla Świątecznych Skrzatów - Wesołych i Spokojnych Świąt&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jaro&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-8047839649923426079?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/8047839649923426079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=8047839649923426079' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8047839649923426079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8047839649923426079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/witecznie.html' title='Świątecznie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-3246681757488586962</id><published>2008-12-22T01:19:00.008+01:00</published><updated>2008-12-22T13:26:01.319+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Krótko o wierze</title><content type='html'>Czy wierzysz? W co wierzysz?&lt;br /&gt;A czy to ma w ogóle jakieś znaczenie w co wierzę i czy w ogóle?&lt;br /&gt;Bo rozmowa o wierze to nieodłączny element naszego bytowania. Ile kłótni między przyjaciółmi spowodowała kwestia wiary. Chyba nie ma drugiego takiego tematu, który powodował by tyle spięć. Dlaczego? Ponieważ żadna ze stron nie poda dobitnych argumentów potwierdzających ich rację. Z jednej strony musimy uwierzyć w nicość, z drugiej w wieczność. Ciężko pojąć, że coś zawsze było i zawsze będzie. Ciężko pojąć, że kiedyś było nic, i kiedyś będzie nic. Sam wybierz stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy warto zatem rozmawiać o wierze?&lt;br /&gt;Każda dobra rozmowa do czegoś prowadzi. Po każdej rozmowie jesteśmy bogatsi o pewne informacje, o pewne nowe fakty, czy też okoliczności. Mamy co analizować. Konstruktywna rozmowa zawsze będzie ważną częścią naszego życia. Dlatego warto rozmawiać. Nie próbuj nikogo przekonać. To nie oto chodzi. Przedstaw swój punkt widzenia, nie tylko ty nie wiesz co jest słuszne. Nie jest błędem wątpić, błędem jest być pewnym - to czyni cię pysznym. Nie jest błędem pytać, błędem jest myśleć, że zna się odpowiedź na każde pytanie.&lt;br /&gt;Kiedyś gdy przyznałeś się, że nie wierzysz wszyscy patrzyli na ciebie jak na zło wcielone. Teraz przyznać się, ze się wierzy prowadzi do śmiechu współobecnych. Taki już człowiek jest, zawsze sobie problemy stwarza tam gdzie problemu nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w co wierzysz?&lt;br /&gt;I tu problem zaczyna się poważny. Bo nigdy nie wiesz z kim rozmawiasz. Od tysiącleci wiara jest motorem napędowym wszelkich wojen, nienawiści. To przecież absurdalne. Która religia lepsza? Która prawdziwsza? Śmieszne. Niestety nie dla wszystkich. Niektórzy mogą zabić - jak sami mówią - "w imię wiary", "w imię Boga". Ciężko jest mi zrozumieć dlaczego tak jest. Czy nie możemy się przeprosić wszyscy? To przecież oczywiste, że nie zabijasz bo Najwyższy tego chce. Jak zwykle ktoś tobą manipuluje, a na celu ma tylko jedno - własne dobro. Bo tu chodzi o władzę. Dla mnie to śmieszne, niezrozumiałe, absurdalne. Nie zmienia to jednak faktu, że wierzyć było i jest niebezpieczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja uważam, że nieważne w co wierzysz. Ważne jakim jesteś człowiekiem, a zabić kogoś nie jest ludzkie. W każdej wojnie giną niewinni, nie wystarczy przecież powiedzieć, że się w tym wszystkim nie bierze udziału. Uczmy się na błędach naszych przodków. Nienawiść to siła destrukcyjna. Tworzyć winniśmy nie niszczyć. &lt;br /&gt;Nie wyciągajmy ręki po coś co materialne. To przeminie, to przestanie nas cieszyć prędzej czy później i wyciągniemy rękę po więcej, po coś innego. Często krzywdząc innych. To niepotrzebne. Zapatrzeni w to co ziemskie zapominamy o tym co boskie, co kosmiczne, co nieznane i niepojęte. O miłości! Możemy skosztować czegoś co nieziemskie zupełnie za darmo. Po to wyciągajmy ręce!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-3246681757488586962?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/3246681757488586962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=3246681757488586962' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3246681757488586962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3246681757488586962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/krtko-o-wierze.html' title='Krótko o wierze'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-380684828248897063</id><published>2008-12-16T17:25:00.017+01:00</published><updated>2008-12-25T03:48:18.326+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Eksperymentalnie</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"PTAK"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Część I&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zawsze chciałem latać – pomyślał – być wolnym na ile to możliwe. Jak ptak. Bez ograniczeń, bez nakazów, tylko lecieć. Uciec, wznieś się w powietrze i  zniknąć z oczu wszystkim. Teraz mogę spełnić swoje największe marzenie. Co prawda lot będzie trwał niezwykle krótko i zamiast się wznosić, zanurzę się w oceanie przestrzeni, a gdy dotknę dna  zniknę. Ale przez chwilę będę wolny. A  potem? A potem i tak już nic nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stał na krawędzi najwyższego budynku w okolicy. Ostatnie przemyślenia, rachunek sumienia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień zaczął się normalnie. Wstał, kawa, śniadanie, praca. Był księgowym, robił co musiał ale nie robił tego co chciał. Dzisiaj wracając do domu. Zatrzymał się. Wokół rój ludzi dopadał go ze wszystkich stron. Koniec dnia pracy. Każdy gdzieś pędzi. Tłumy anonimowych ludzi bez twarzy. Szaro-czarne kolumny niewidocznych.&lt;br /&gt;Ściągnął krawat.- Kurwa – zaklął, choć nie miał w zwyczaju – nigdy nie miałem przekonania do krawatów. Po cholerę to mi? Chuj zawieszony u szyi – rzucił go za siebie. - Gdzie ja zmierzam? Dlaczego się tak spieszę. Ja, oni, wy. Po co? Czy ciągłe bieganie z pomieszczenia do pomieszczenia, przemierzanie tych samych ścieżek w tej betonowej dżungli, ma jakiś sens? Cel? Z tego wszystkiego zapomniałem, co chciałem robić gdy byłem szczylem. Jak mogłem dopuścić do tego by stać się bezimiennym, szarym narzędziem w ręku sam nie wiem kogo.&lt;br /&gt;Stał w miejscu już dłuższą chwilę. Mimo, że mijało go stado ludzi nikt o niego nie zawadził, nikt na niego nie spojrzał. Tak bardzo zapatrzeni w nicość. A może on po prostu nie istniał. Zdał sobie sprawę z jednego: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Żadna znana mi droga nie poprowadzi do szczęścia, do spełnienia.&lt;br /&gt;Spojrzał w górę. Już wiedział. Wspiąć się na najwyższe drzewo w okolicy to, to co musiał zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...ostatnie przemyślenia, rachunek sumienia, ostatnie łzy przelane za siebie, za nich, za świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Teraz albo nig…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzask spadającego szkła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Hej! Co pan?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzał się za siebie. Zobaczył starszego człowieka. Na oko 50 lat ale mógł się mylić, gdyż jegomość był nieogolony i brudny. Szkło, które zakłóciło mu spokój to nic innego ja słoik z ogóreczkami. Żal tych zielonych smakołyków. Przybysz spoglądał na niego ze zdziwieniem, ze strachem. Jego oczy tak zmęczone, tyle już widziały, a jednocześnie mające w sobie tyle miłości, optymizmu. Jego długie lekko zaśnieżone czasem, włosy tańczyły na wietrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co pan chce zrobić? – odezwał się ponownie - Co pan planuje? Bo chyba nie chciał pan zaczerpnąć świeżego powietrza? – powiedział i leciutko się uśmiechnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd on się tu wziął? – pomyślał – i to w takiej chwili, co mam zrobić? Wygląda, że człowiek ma sumienie, nie chcę by miał mnie na nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No niech pan pozwoli na chwileczkę, nic pan nie straci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, ma rację. Nie spieszy mi się tak bardzo.&lt;br /&gt;Zszedł z gzymsu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To, to ja rozumiem, proszę siąść tu koło mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podszedł powoli i usiadł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Witam jestem Joel – powiedział i wyciągnął rękę do niedoszłego skoczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joel – niedawno skończył 46 lat. Bezdomny. Znalazł się w tym miejscu gdyż opiekował się gołębiami, za co dostawał ciepły posiłek. Mógł też spędzać na dachu najwyższego budynku w okolicy tyle czasu ile chciał. Mieszkańcy nie skarżyli się. Wręcz przeciwnie, Joel był lubiany. Często ktoś "wpadał" na górę pogadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kevin, miło mi – odparł i uścisnął dłoń Joelowi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mnie również. To co się stało? Co aż tak bardzo odebrało ci ochotę by być? – zapytał wyciągając paczkę papierosów – zapalisz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie dziękuję. Nie palę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No wiesz przed chwilą byłeś na krawędzi i tylko sekundy dzieliły cię od bycia plamą na chodniku, chciałeś przepaść nie próbując zapalić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To nie tak. Sam kiedyś paliłem ale – uśmiechnął się – ale to szkodzi. Daj tego papierosa. Zapalę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Proszę bardzo – podał mu i podpalił – Dobrze sobie puścić dymka od czasu do czasu. Poczuć coś innego niż to skażone powietrze. Skażone przez nas samych. Uwielbiam to – powiedział, a wypuszczany dym zdawał się mówić - "i kropka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Masz rację Joel. Rzuciłem ponad trzy lata temu ale zawsze tęskniłem za tym cienkim przyjacielem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To co aż tak bardzo odebrało ci ochotę by być? – Joel ponowił pytanie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Hmmm… jeżeli mam powiedzieć paroma słowami to po prostu całe moje życie nie ma sensu – odpowiedział Kevin z lekkim drżeniem w głosie – czuję, że jestem beznadziejny, bezsensowny, nijaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ach – westchnął Joel, po czym kontynuował – ciężka sprawa. W pewnym stopniu cię rozumiem. Też był czas gdy budziłem i nie widziałem sensu. Po twoim stroju stwierdzam, że pracujesz w biurze – Kevin skinął głową – ja też codziennie wypijałem kawę i szedłem do tych plastikowo-szklanych puszek. Oddawałem pracy prawie połowę dnia. Bo wiadomo trzeba za coś żyć. Żyć godnie. Rozumiem cię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dokładnie tak właśnie mam. Dzień stracony. Bo po pracy obiad na mieście. W domu nikt na mnie nie czeka. Próbowałem się związać, być z kimś ale praca była na pierwszym miejscu. Mimo, że kiedyś byłem buntownikiem. Kiedyś myślałem, że kromka chleba, szklanka wody to wszystko czego potrzebuję. Szczęście miało być na wyciągnięcie ręki. Zawsze miałem opcje awaryjną. Pójść w świat. Tak bez niczego, po prostu wyjść z domu i iść przed siebie. Tylko brnąć przez świat. Ale samemu? Nie wiem czy to prowadzi do szczęścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiem co czujesz Kev. Mogę tak do ciebie mówić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pewnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To miło, ty możesz mi mówić Jo – uśmiechnął się - Wiem co czujesz Kev. I rozwiązanie, które wybrałeś wydaje się najlepsze. Wiem – ciągnął Joel, a jego oczy zdawały się być gdzieś indziej – ten ból, smutek, samotność. Ciężko to znieść. Jak już mówiłem, też przeżyłem coś podobnego. Uczucie, którego się nie da opisać…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dokładnie – przerwał mu Kevin - nawet starałem się coś zagaić do znajomych gdy w piątkowy wieczór znaleźli chwilę na piwo. Ale nic nie rozumieli. Mówili: "To może jakiś psycholog ci pomoże?" albo "Znajdź sobie kobietę, dupy ci trzeba". Potakiwałem, śmiałem się i piliśmy dalej. Nie zmieniło to jednak nic. Każdy kolejny dzień to przeżywanie mojej śmierci – skończył. Po jego policzku spłynęła łza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rozumiem. To smutne. Większość ludzi wstydzi się czuć, przez co często nie rozumieją innych . Czasem starają się nam pomóc, tylko nie wiedzą jak. Nie winie ich za to. – oczy Joela dalej przemierzały przeszłość – Wiesz? Kiedyś miałem żonę. Piękna, inteligentna kobieta. Kochałem z całego serca. Nie widziałem świata poza nią. Ona zawsze chciała więcej, więc brałem nadgodziny, harowałem by ją uszczęśliwić. W tym wszystkim zapomniałem o swoim szczęściu. Nie wymagałem od niej nic, chciałem by była. Pewnego dnia powiedziała, że mnie nie kocha. Od jakiegoś czasu spotykała z kimś. Natknąłem się kiedyś na nich. To młody przystojny mężczyzna. Nie dziwne, że mnie opuściła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przykro mi Jo – pocieszał Kevin uderzając lekko ręką w ramie Joela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Niech ci nie będzie, to nie twoja wina, ty masz swoje problemy. – jego oczy powoli wracały do "tu i teraz" – Po tym jak zostałem sam wpadłem w wir pracy i  w końcu miałem tak jak ty. Codzienną śmierć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To jak się stało, że jesteś kim jesteś? Że jesteś gdzie jesteś?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ty miałeś opcję awaryjną, ja też. Porzucić wszystko i żyć  jak najprościej się da. Zwolniłem się z pracy, zebrałem wszystkie oszczędności, sprzedałem mieszkanie i zacząłem żyć. Wyszedłem na świat. Do dziś pamiętam to uczucie. Piękna chwila. W końcu czułem się wolny. Całkowicie wolny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A co zrobiłeś z kasą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Spotkałem wielu bezdomnych jak ja. Różnica między mną, a nimi była taka, że ja to zrobiłem z wyboru, a oni musieli. Ich życie potoczyło się jak się potoczyło. Zupełnie bez powodu, nie z ich winy. Postanowiłem im pomóc. Do dziś ich spotykam. Zawsze mogę przenocować gdy pada deszcz, gdy zimno. Czasami ktoś przyjdzie z kanapkami. Posiedzimy, pogadamy, wypalimy paczkę fajek. Jest fajnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jestem pod wrażeniem Jo – powiedział, a w jego oczach dało się wyczytać zdumienie, lekki szok, szacunek – możesz być z siebie dumny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jestem – powiedział Joel i leciutko się zaczerwienił – I jestem szczęśliwy, wolny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joel wyciągnął papierosy. Poczęstował nowo poznanego przyjaciela. Odpalili. I tak siedzieli przez moment w ciszy. Delektując się chwilą. Chyba oboje poczuli pewnego rodzaju spokój.&lt;br /&gt;Ale problem jeszcze nie został rozwiązany, to takie smutne widzieć, że ktoś ma dosyć życia, że jedynym rozwiązaniem jakie widzi jest zakończenie drogi. Jo nie mógł tego tak zostawić. &lt;br /&gt;Postaram się coś zrobić – pomyślał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pewnie ochota na bycie nie wróciła, co Kev?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No nie wróciła ale dzięki ci Jo, bo dawno nie rozmawiałem z kimś kto by mnie rozumiał. Dzięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie dziękuj – stanowczo powiedział – jeszcze nie teraz! Mam do ciebie prośbę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jaką ty możesz mieć prośbę do mnie? – spytał zdziwiony&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Skoczyć możesz dziś, jutro, pojutrze. To nie ucieknie. Zwolnij się z pracy. Zbierz oszczędności i korzystaj z życia. Twój garnitur wygląda na dość elegancki więc na oko stwierdzam, że pieniędzy starczy ci na miesiąc. Przecież nie musisz szaleć jak młodzian. Daj sobie szanse. Daj szanse życiu. Spotkamy się w tym samym miejscu dokładnie za miesiąc. Możesz tak zrobić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie wiem czy to ma jakiś sens. No ale masz rację, należy mi się trochę relaksu przed odejściem na zawsze. Ale wiesz Jo, że za miesiąc raczej skocze? Czy chcesz się w to mieszać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jeżeli tak będzie, że nie będziesz miał nadziei, a lot ku nieznanej rzeczywistości to jedyna droga dla ciebie to sam mogę cie pchnąć. Zawsze to będzie miesiąc, w którym zdołałem utrzymać kogoś przy życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Niech więc tak będzie mój przyjacielu. Spotkamy się za miesiąc – odparł Kevin, spojrzał na zegarek i dodał – to w takim razie lecę odebrać pranie. Do zobaczenia – zakończył i podał rękę Joelowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Do zobaczenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozeszli się. Kevin pobiegł odebrać pranie, miał na to 10 minut. Joel poszedł „w miasto” pomyśleć, pogadać. Może i dziś uda mu się kogoś rozśmieszyć. Słońce powoli zachodziło za linią horyzontu. Ostatnie pomarańczowo-czerwone promienie dotykały ziemi i rozświetlały niebo. Dzień się kończy, życie uratowane, przynajmniej na miesiąc. Miesiąc wschodów i zachodów. Miesiąc nadziei. Miesiąc życia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Część II&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny słoneczny dzień tej wiosny. Zapach budzącej się do życia natury. Uśmiechnięte młodzieńcze twarze wyróżniające się wśród tłumu kamiennych posągów bez wyrazu. W niejednym sercu wyrośnie kwiat miłości. Nadzieja budzi się do życia. I dopiero późnym październikiem świat na nowo ogarnie szarość. Wieczna wojna między dobrem i złem. Teraz czas dobra, jasności i miłości. Kolejna bitwa wygrana. Do czasu.&lt;br /&gt;I między tym wszystkim on. Ni radosny ni smutny. Zamyślony. Już nie szary. Jego garnitur zastępuje teraz bluza z kapturem, jeansy i sportowe buty. Miesiąc minął. Kiedyś jeden miesiąc znaczył dla niego nic. Każdy taki sam. I tylko pory roku i kolejne siwe włosy wskazywały na to, że mija czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem było inaczej. To przecież mógł być ostatni miesiąc jego życia. Ostatnie chwile. Chciał je spędzić jak najlepiej. A gdy przyjdzie koniec świata niczego nie będzie żałował. Zmierza spokojnym krokiem na spotkanie z jego jedynym przyjacielem. Człowiekiem, którego widział tylko raz przez parę godzin. Ale ten ktoś rozumiał go.&lt;br /&gt;Wszedł na dach wejściem przeciwpożarowym. Joel już tam był. Siedział w tym samym miejscu co miesiąc wcześniej . Jadł kanapkę. Gdy tylko ujrzał przybysza wstał i rozłożył ramiona:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Witam przyjacielu – przywitał radosnym głosem – miło cię widzieć w tak kolorowych,luźnych łachach – zaczął się śmiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Cześć Jo, ciebie też miło widzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywitali się. Chwile się sobie przyglądali. Usiedli.&lt;br /&gt;Joel dokończył kanapkę, popił oranżadą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No, a po jedzeniu czas na deser – uśmiechnął się do Kevina i wyciągnął paczkę papierosów, poczęstował kumpla – ach… jak przyjemnie, pierwszy sztach, pierwszy smak nadziei. Uwielbiam to. Zapalmy w milczeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słońce ogrzewało im twarze, wiatr czesał włosy. Piękne, błękitne niebo. Parę śnieżnobiałych chmur leniwie posuwało się na zachód. Zresztą oni sami stali się małymi fabrykami chmur, gdy po każdym zaciągnięciu z ich ust wyłaniała się niezwykle ulotny obłok, który się roztapiał zaraz nad ich głowami. Dla wielu to byłaby tak mało znacząca chwila. Tak beznadziejna. Bezsensowna. Oni jednak mieli swój skrawek nieba. Piękno natury, kojący smak papierosa, przemyślenia.&lt;br /&gt;Ostatni „mach” i pet poleciał z dachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kevin mój przyjacielu, minął miesiąc. Czas przeleciał niezwykle szybko, a w moim życiu się wiele wydarzyło. Nie będę jednak mówił o sobie. Powiedz mi jak się masz? Czy jutro rozpoczniesz nowy dzień? Czy może dzisiaj skończysz raz na zawsze? Opowiadaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie będę mówił długo by nie marnować twojego czasu. Zrobiłem tak jak mówiłeś. Zwolniłem się z pracy i zebrałem wszystkie oszczędności. Pierwszą noc spędziłem na rozmyślaniu jak spędzić ten miesiąc. Nieprzespana noc przyniosła efekt. Postanowiłem pojechać na południe, gdzie słońce o tej porze roku grzeje dużo bardziej odczuwalnie. Gdzie plaże są złote, a niebo i morze zlewają się ze sobą w niezwykłym lazurowym kolorze.&lt;br /&gt;Dwa dni po naszym spotkaniu byłem już w tym bajkowym miejscu. Wynająłem mały pokoik w przytulnym hoteliku nieopodal plaży. Tam spędziłem ostatni miesiąc.&lt;br /&gt;Budziłem się przed wschodem, szedłem na plaże, odpalałem papierosa i rozkoszowałem się narodzinami każdego dnia. Każdy wschód był inny. Niesamowicie piękny. Zachody też spędzałem na plaży. Często całą noc siedziałem na ciepłym piasku wsłuchując się w gładko rozbijające się o brzeg fale. Czasami zasypiałem i budziłem się z pierwszymi promieniami słońca. Piękne chwile i dla tych chwil warto było dać sobie miesiąc szansy.&lt;br /&gt;Ale nie tylko dla tych chwil. Bo widzisz Joel miałem okazję się zakochać. Pierwszy raz w życiu kochałem. Pierwszy raz w życiu czułem się potrzebny. Spędzaliśmy razem całe dnie. Jednak ona zawsze musiała wracać na noc. Prawie zawsze. Nocami pracowała w domu spokojnej starości. Prócz naprawdę paru nocy nie miałem okazji tulić jej ciepłego ciała przed snem. Ale te nieliczne chwile gdy miała wolny „dzień” to magiczne chwile. Plaża wschód, ciepło jej ciała i przeszywające spojrzenia. Piękne, powiadam ci przyjacielu! Cudowne, boskie.&lt;br /&gt;Radość nie trwała długo. Prawie trzy tygodnie. Może jej się znudziłem. Może nie mogła znieść myśli, że nie mam żadnej opcji na przyszłość, że mogę do końca życia spać na plaży. Nie wiem. Pewnego dnia nie przyszła na spotkanie. Nie było jej w ośrodku. Nie odbierała telefonów. Parę dni temu się odezwała. Napisała, że wyjechała spełniać swoje marzenia. Przeprosiła, że tak bez słowa. I podziękowała za wspólne chwile, że to była miła przygoda i życzy mi szczęścia.&lt;br /&gt;Powiem tak, cytując Salamana Rushidea*:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Była taka chwila, kiedyś, w przeszłości, której niebawem pozbędę się z pamięci, chwila, w której myślałem, że ona mnie pragnie. Świadomość tego, że się myliłem nie umniejsza bynajmniej cudowności tej chwili. Jestem jej za to wdzięczny. Początki są zawsze lepsze od końców. Wówczas wszystko było możliwe. Teraz – nic."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez miesiąc poznałem piękno świata. Miłość mnie odnalazła, później zostawiając na pastwę losu. Poznałem wielu fajnych ludzi. Młodych, starych. Bawiłem się. Cieszyłem się każdą chwilą. Nieraz siadając nad brzegiem morza myślałem co dalej. Czy jest jakieś dalej. W miesiącu, który właśnie się kończy doświadczyłem więcej niż przez całe życie. I wiesz co? Jestem szczęśliwy. Wiem, że szczęście trwa chwilę i chcę umrzeć szczęśliwy. To był ostatni miesiąc mojego życia. Dziękuję ci Jo. Znacznie przyczyniłeś się do szczęścia ale nic więcej nie możesz zrobić. Miło cię było poznać. A teraz proszę cię odejdź, chcę zostać sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie będę ci przeszkadzał przyjacielu tak jak obiecałem – odpowiedział zawiedziony Joel – przemyśl to jeszcze, bo to co przeżyłeś to tylko kawałek szczęścia. Czasami cierpliwość popłaca. Przemyśl to. Nic więcej. Tylko oto cię proszę Kev. Żegnaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Żegnaj dobry człowieku – powiedział zmierzając ku krawędzi dachu – przemyślę to, obiecuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy skoczył czy nie.&lt;br /&gt;Opuszczając ten budynek szedłem przed siebie. Już od paru tygodni myślałem o opuszczeniu tego miasta. Trzymało mnie tylko opisane spotkanie. Tak jak Kevin uwielbiam morze, plaże, słońce. Piękno jakie daje nam natura. Czego więcej chcieć? Urodziliśmy się wolni. To ludzie nas zapinają w kajdany. Zamykają nam drogę mówiąc, że nie prowadzi do niczego, a jedyna słuszna droga to ich droga. To my sami zamykamy się w więzieniu codzienności. &lt;br /&gt;Nie wiem czy Kev został na tym świecie. Czy wiosna, która była wyjątkowo piękna tamtego roku rozpaliła w nim nadzieję. Wierzę, że tak. Wierzę. Chciał być wolny jak ptak. Mógł żyć dalej, uwolnić się z klatki i frunąć przed siebie. Żyć z dnia na dzień. Odróżniać dni od siebie, nie jak kiedyś. Nauczył się tego, przez miesiąc i może stojąc na krawędzi swojego życia zrozumiał, że warto. Mógł też zrobić krok do przodu i przez parę sekund być wolnym jak ptak. Spełnił swoje marzenie to pewne. Tylko nie wiem, którą drogę wybrał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;KONIEC&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* cytat z ksiązki: "Grimus" Salaman Rushdie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-380684828248897063?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/380684828248897063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=380684828248897063' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/380684828248897063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/380684828248897063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/eksperymentalnie.html' title='Eksperymentalnie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5191060156126122758</id><published>2008-12-11T21:06:00.006+01:00</published><updated>2008-12-16T22:07:07.329+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Pesymistycznie</title><content type='html'>"Ostatni Oddech"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzisz się pewnego dnia. Otwierasz sklejone oczy. Pospałbyś jeszcze, nie możesz. Wstajesz. Wychodząc do szkoły zabierasz drugie śniadanie, które wręcza ci mama dając buziaka. Lekcje, nauka, zabawa na przerwach. Wracasz do domu. Obiad i wylatujesz z domu. Siedząc w piaskownicy z wiaderkiem i łopatką śmiejesz się z każdej pierdoły wraz z rówieśnikami. Wracasz do domu. Kolacja, wieczorynka, kąpiel. Idziesz spać. Czas niewinności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzisz się pewnego dnia, czujesz jeszcze wczorajszy wieczór. Ile to alkoholu w siebie wlałeś. By zapomnieć, by nie myśleć, by nie żyć. Budzisz się. Już nie jesteś beztroskim bajtlem bawiącym się wiaderkiem w piaskownicy. Już bajki nie są fajne, a Mikołaj nie istnieje. Zresztą nie tylko on. Cała magia przestała istnieć. Życie! Przesiąknięty dniem codziennym wstajesz. Nalewasz whisky. Dzień nie musi być przecież taki szary. I cieplej się robi. I mimo, że nadzieja nie wraca to jakoś znośniej jest. A dopóki jest czym napełnić czarę, dopóty warto żyć. Bo masz lekarstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzisz się pewnego dnia.Ból! Czujesz, że żyjesz. W tym wieku nie czuć bólu, znaczy nie żyć. Zdajesz sobie sprawę jak mało czasu przed Tobą, że ostania chwila to może być właśnie ta. Czas, który minął, pamiętasz, płaczesz. Wiesz dobrze, że tym razem alkohol nie pomoże. Tym razem nie chodzi by zapomnieć. Wstajesz. Suchy chleb i herbata. Siadasz na bujanym fotelu. Czekasz. Nic więcej ci nie pozostało. Tylko czekać. Już się nie boisz. Czekasz. Wspominasz dni, które teraz wydają ci się dobre, a tak naprawdę lepiej o nich zapomnieć. Przecież wiesz. Teraz wszystko wydaje się dobre, lepsze. Czekasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie budzisz się pewnego dnia. Nikt nawet nie zauważa. Nikogo nie ma w pobliżu. Nikt nie wie. Dla nich nigdy cię nie było. Nie wstaniesz. Nie pójdziesz do szkoły, nie nalejesz szkockiej, nie pobujasz się na fotelu. Nie istniejesz. I nic nie ma znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nadejdzie dzień, w którym zdamy sobie sprawę, że droga dobiega końca. Staniemy przed oknem, spojrzymy na świat okiem człowieka, który niejedno widział. Wspomnimy nasze przekleństwa na to wszystko wokół nas. Wspomnimy tych wszystkich, których już nie ma. Tych którzy kiedyś nas rozumieli. Przygotowani na nieznane, spakowani na ostatnią podróż uronimy ostatnie łzy. Za coś co było. Za coś co mogło być. Za coś czego nie będzie. Ostatnie bujanie na fotelu, ostatni papieros, ostatni oddech…&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5191060156126122758?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5191060156126122758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5191060156126122758' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5191060156126122758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5191060156126122758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/pesymistycznie.html' title='Pesymistycznie'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-3142328841515111670</id><published>2008-12-09T16:35:00.009+01:00</published><updated>2008-12-10T15:19:34.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Codzienność</title><content type='html'>Czy ciebie też przytłacza codzienność?&lt;br /&gt;Czy masz dość codziennych informacji? Codziennego natłoku spraw?&lt;br /&gt;Ja mam dość tej monotonii. Nie tkwię w tym wszystkim jak oni.&lt;br /&gt;Odcinam się od nich. Od problemów dnia powszedniego. Odcinam się!&lt;br /&gt;Staram się tworzyć własną rzeczywistość. Rzeczywistość oderwaną od codzienności.&lt;br /&gt;Nie pędzę jak większość. Nigdzie przecież się nie spieszę.&lt;br /&gt;Wiem, wiem. Nic się nie dzieje u mnie. Wiem, stoję w miejscu. To tylko chwilowe.&lt;br /&gt;Czekam na trzęsienie, które mnie wywlecze z domu.&lt;br /&gt;Czekam na tornado, które wywieje, porwie mnie.&lt;br /&gt;Czekam na wielką przygodę. To tylko cisza przed burzą.&lt;br /&gt;Nie chcę wpaść w monotonie. Nie dam się.&lt;br /&gt;Codzienność mnie nie dopadnie. Nie dam się.&lt;br /&gt;To nie jest dziennik. Piszę gdy czuję!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-3142328841515111670?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/3142328841515111670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=3142328841515111670' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3142328841515111670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/3142328841515111670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/codzienno.html' title='Codzienność'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-2712270011800652614</id><published>2008-12-08T01:08:00.015+01:00</published><updated>2008-12-08T15:26:57.690+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MUZYKA'/><title type='text'>Idol</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8 grudnia 1980 rok, Nowy Jork&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czeka na Niego już od rana. Stoi za ulicą oddzielającą go od apartamentowca w którym mieszka ON. Kiedyś jego idol. Teraz uważa, że ON sprzedał swoje przekonania.&lt;br /&gt;ON wychodzi.&lt;br /&gt;Warto było wstać skoro świt i czekać.&lt;br /&gt;Przechodzi przez ulicę. podchodzi, prosi o autograf. ON podpisuje się,&lt;br /&gt;a odchodząc pyta:&lt;br /&gt;- Coś jeszcze?&lt;br /&gt;- Nie&lt;br /&gt;ON wsiada do auta, odjeżdża.&lt;br /&gt;Gdy wieczorem ON wraca ze swoją żoną do o domu nie wie co go czeka. Ten sam człowiek, który prosił o podpis, wyłania się z ciemności. Ma tylko jeden cel - zabić!&lt;br /&gt;Posyła w JEGO stronę pięciu posłańców śmierci. Tylko jeden nie trafia, reszta spełnia swoje przeznaczenie. ON umiera! Wraz z NIM umiera to co mógł jeszcze uczynić. Przecież JEGO głos miał wielkie znaczenie. Liczyli się z nim. JEGO słowa zmieniały ludzi, zmieniają cały czas już od tylu lat. Będzie żył wiecznie!&lt;br /&gt;JOHN LENNON - mój pierwszy idol!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Beatles słucham chyba od 6 roku życia. niektóre utwory do teraz kojarzą mi się z tamtymi czasami. To już sporo czasu od kiedy ICH muzyka jest w moim świecie. John od początku był moim ulubionym Beatlesem. Właściwie nie wiem dlaczego.&lt;br /&gt;Często na imprezach rodzinnych razem z bratem i kuzynem zamykaliśmy się w pokoju. Kaseta do magnetofonu. Dźwięk max. I z paletkami zastępującymi nam gitary śpiewaliśmy utwory The Beatles. Ja zawsze byłem Johnem. Mój brat Paulem, a kuzyn Georgiem.&lt;br /&gt;Rówieśnicy zazwyczaj odbierali moją odpowiedź, na pytanie: "Czego słuchasz?" - ze śmiechem. Nigdy ich nie rozumiałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno opisać co czuje młody miłośnik muzyki, gdy żyje ze świadomością, że jego największy idol, bohater -  umarł parę lat przed jego narodzinami. Nigdy nie usłyszę co ma do powiedzenia. Nie będzie jego nowych utworów. Przykra sprawa. A to wszystko przez tego palanta. Człowieka, któremu marzyła się sława. Zabić kogoś sławnego - to przynosi sławę. Palant! Celowo nie wymieniam jego nazwiska.&lt;br /&gt;Siedzi w więzieniu i w pewnym sensie osiągnął swój cel. Film, książki - sprzedaje swoją historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabił człowieka, którego słowa były mocniejsze od wszelkiej broni. Mało było takich ludzi. Ale John Lennon mówi także po śmierci. Do kolejnych pokoleń. Ja jestem jego słuchaczem około 19 lat. Kawał czasu!&lt;br /&gt;I wiem, że Lennon nie był święty. Był człowiekiem i jak każdy człowiek miał wady. Popełniał błędy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spoczywaj w pokoju "Wojowniku Światła", niech Twe słowa będą słyszalne kolejnym, którym przyjdzie przemierzać drogę zwaną życiem.&lt;br /&gt;Może po prostu jeden człowiek nie może zmienić całego świata. Może potrzeba lat i armii "ludzi dobrej woli". Ty zrobiłeś krok. Kolejny ale nie ostatni. Spoczywaj w pokoju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28 rocznica jego śmierci. Wypada posłuchać Johna. Poniżej linki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-b7qaSxuZUg"&gt;Imagine&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0e7AQQTONvg"&gt;Come Together&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-2712270011800652614?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/2712270011800652614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=2712270011800652614' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2712270011800652614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/2712270011800652614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/idol.html' title='Idol'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5443723453534957130</id><published>2008-12-05T11:27:00.005+01:00</published><updated>2008-12-11T13:45:54.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Mistrzostwa Polski</title><content type='html'>w Łyżwiarstwie Figurowym, które wyjątkowo w tym roku odbywają się  w czeskim Trincu. Międzynarodowe zawody trzech narodów. Polska, Słowacja i Czechy. Mistrzowie tych państw  zostaną wyłonieni na tej właśnie imprezie.&lt;br /&gt;Siedząc więc w hotelowym korytarzu, korzystając z bezprzewodowego internetu publikuję tego posta. Mało ciekawy, ale ważne, że jest. Będzie jeszcze czas by napisać coś więcej, coś ciekawszego. Raczej nie dzisiaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5443723453534957130?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5443723453534957130/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5443723453534957130' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5443723453534957130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5443723453534957130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/mistrzostwa-polski.html' title='Mistrzostwa Polski'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-6417517765633812288</id><published>2008-12-03T13:41:00.004+01:00</published><updated>2008-12-03T14:30:38.797+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Wojsko</title><content type='html'>Pobory, stres i nieporozumienie. Na jednym z portali przeczytałem, że jednak dzisiejszego dnia ostatni pechowcy zostaną wcieleni pod przymusem do Armi. Ostatni, którym rok zostanie wycięty z życiorysu. Będą musieli słuchać i wykonywać rozkazów innych ludzi. Gdzie tu wolna wola do cholery? Od kiedy ktoś może po nas bezkarnie krzyczeć, kazać nam co mamy robić? Nie wydaje mi się to normalne. Każdorazowe pojawienie się w Komendzie Wojskowej to koszmar. Patrzą na Ciebie z góry. Mają Cię za śmiecia. Pokazują Ci, że jesteś nikim. I tak naprawdę zrobią wszystko by zniszczyć Ci życie. &lt;br /&gt;Bo taka jest prawda. Niszczą Cię jako człowieka. Zabierają z rąk pióro i zeszyt, a wkładają pepeszkę i granat. Mimo, że przez lata chodziłeś na katechezy, mimo, iż wpajano Ci, że "trzeba kochać bliźniego jak siebie samego", mimo że jedno z przykazań mówi: "Nie zabijaj!", mimo to wszystko biorą Cię, wyciągają z Twojego świata i wrzucają na siłę w tak obcą, nieludzką rzeczywistość i uczą Cię zabijać. Już na samym początku zabiją miłość do życia, do człowieka, do świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że to ostatni pobór. Dwa tygodnie temu tata otwierając mi drzwi mówi: "Mam dla ciebie złą wiadomość". Pięknie - pomyślałem - jeszcze nie przekroczyłem progu jego mieszkania, a on już mnie wita z otwartymi ramionami, pytam - "Jaką znowu?", on: "Przedłużają pobór o rok". No i dobry humor poszedł na piwo, pozostawiając zwątpienie w to wszystko i w sens tego wszystkiego. No ale dziś ta wiadomość &lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/1873779,11,tusk_przymusowy_pobor_to_przezytek,item.html"&gt;- klik -&lt;/a&gt; więc mam nadzieję, że nie będę musiał uciekać, stresować się przez kolejny rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjdzie czas na Wojsko Zawodowe/Profesjonalne. Chcesz to idziesz, Twoja sprawa. Pamiętaj tylko, że nie idziesz tam dla dobrej zabawy, dla przygody, nie idziesz by bronić kraju - idziesz by zabijać, po to i tylko po to. Będziesz stał naprzeciwko setki, tysięcy nieznanych Ci chłopaków. Chłopaków takich jak Ty! Pewnie nie jeden tak samo jak Ty jest fanem Aerosmith, Guns'n'Roses, czy Coldplay i w normalnych warunkach razem bawilibyście się na koncercie. A tak stoicie z myślą kto kogo pierwszy zabije. To człowiek taki jak Ty. Ma problemy, rodzinę, też lubi napić się piwa w dobrym towarzystwie. Zostaliście wysłani by zabijać. Tysiące ludzi naprzeciw siebie. Natomiast Ci u góry siedzą w swoich ciepłych fotelach z masażem. Zajadają obfity obiad, piją whisky, palą cygaro, zabawiają się z żoną, a może z kochanką. Zadowoleni z siebie prowadzą grę. Grę w której to Ty jesteś pionkiem. To Ty jesteś poszkodowany i sam nie znaczysz nic. Kolejny bezimienny. No ale jak zginiesz może pośmiertnie zostaniesz odznaczony medalem. Fajnie, nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dajmy się im kierować. Banda idiotów z nudów urządza sobie grę na planszy świata, a my jak marionetki zmuszani jesteśmy robić co mówią. Mamy wolną wolę, pokażmy to! Powiedzmy - NIE!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Peace and Love!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-6417517765633812288?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/6417517765633812288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=6417517765633812288' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6417517765633812288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/6417517765633812288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/pobory-stres-i-nieporozumienie.html' title='Wojsko'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5358353133569531466</id><published>2008-12-02T02:32:00.022+01:00</published><updated>2008-12-02T07:37:48.730+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Okazjonalnie'/><title type='text'>DO BRATA</title><content type='html'>Witaj bracie! Dziś 2 grudzień 2008 roku, dzień w którym kończysz 30 lat.&lt;br /&gt;Z tej okazji postanowiłem napisać na tym nowopowstałym blogu życzenia dla Ciebie. Taki mały prezent ode mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nie zdajesz sobie sprawy o ile życie jest łatwiejsze z Tobą u swego boku. Wiem, że nawet jeśli cały świat będzie przeciwko mnie, jeśli będą mówili jak bardzo beznadziejny jestem, Ty zawsze staniesz po moje stronie i nie pozwolisz mnie skrzywdzić. Zawsze tak było. Zawsze byłeś dla mnie murem przed całym złem. Ostoją w trudnych czasach. A  przecież był czas gdy byliśmy ja i Ty kontra reszta świata. Daliśmy radę głównie dzięki Tobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteś człowiekiem, którego warto naśladować i powinieneś być z siebie dumny. Twoja siła. Pogoda ducha. I jeszcze ta wewnętrzna moc. Moc, dzięki której znosisz tak wiele, potrafisz tak wiele, robisz tak wiele – często z uśmiechem na twarzy. To takie niesamowite. Jesteś wielki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mimo, że miewam humory to zawsze się cieszę, że jesteś. Mimo, że nie okazuję tego tak często jak powinienem – cieszę się, że jesteś! Pamiętam jak byliśmy kurduplami. To było chyba wieki temu. Gdy wieczorami – chociaż mieliśmy iść już spać - braliśmy po woreczku półlitrowym mleka, słomki i wystawialiśmy głowy na świat za oknem. Wpatrywaliśmy się przez szybę na otaczającą nas rzeczywistość. Tak baśniową, tak inną. Noc przecież miała taką magię w sobie, wydawała się nieskończona. Siedzieliśmy i gadaliśmy godzinami (takie miałem wrażenie) popijając mleczko. Liczyliśmy przejeżdżające samochody. Z lewej były moje, z prawej Twoje - lub na odwrót - i wygrywał ten po kogo stronie więcej pojazdów się przewinęło. Stare dobre czasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio na moje podziękowanie odpowiedziałeś: „Nie masz za co dziękować Jaro. Zrobiłem to co zrobić powinien starszy brat” – życzę każdemu takiego starszego brata. Ja jestem szczęśliwy, że jesteś moim bratem, że mimo okropieństw tego świata potrafisz sprawić, iż uwierzę. Potrafisz rozpalić płomień nadziei w mojej duszy i zawsze we mnie wierzysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiesz... cała otaczająca nas rzeczywistość jest tak przytłaczająca, a my potrafimy się z tego śmiać. Bo nawet gdy dzień daje nam obu w kość, to wieczorem - kiedy jest chwila spokoju - siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się. Nasze makówki nie sterczą wbite nochalami w szybę jak kiedyś, nie pijemy mleka. Teraz wpatrzeni w monitor komputera popijamy piwo. Jest jak dawniej. Chwile kompletnego oderwania od wszystkiego co nas otacza wracają. Świat dwóch smarkatych świrusów wraca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham Cię BRACIE, wierzę w Ciebie i zawsze możesz na mnie liczyć. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze na tym świecie. Szczęścia przez cały dzień, każdego dnia do końca świata. No i oczywiście uśmiechaj się jak na zdjęciu poniżej. MIŁEGO DNIA!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STSOoRdUxSI/AAAAAAAAAAo/YYHQprQyxqs/s1600-h/jan.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 282px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STSOoRdUxSI/AAAAAAAAAAo/YYHQprQyxqs/s320/jan.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5274997886090003746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fot.&lt;/span&gt; &lt;a href="http://www.jarekjarosz.com/"&gt;Jarek Jarosz&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5358353133569531466?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5358353133569531466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5358353133569531466' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5358353133569531466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5358353133569531466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/witaj-bracie-dzi-2-grudnia-2008-roku.html' title='DO BRATA'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STSOoRdUxSI/AAAAAAAAAAo/YYHQprQyxqs/s72-c/jan.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-4746420474700681013</id><published>2008-12-01T14:26:00.010+01:00</published><updated>2008-12-02T03:33:47.196+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Codzienność'/><title type='text'>Grudzień</title><content type='html'>Grudzień, adwent - czas rorat, lampionów, a przede wszystkim czas oczekiwania. Ostatnia prosta do 2009 roku. &lt;br /&gt;Właśnie zaczynam czytać książkę - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Tajemnica Bożego Narodzenia"&lt;/span&gt; Jostein'a Gaarder'a. Pamiętacie bożonarodzeniowe kalendarze? &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Każdy dzień miesiąca miał swoje okienko, pod którym kryły się malutkie obrazki. Codziennie budziliśmy się równie podekscytowani i zgadywaliśmy, co też może być na nie odsłoniętym obrazku. A potem otwieraliśmy okienko... i wiesz, mieliśmy wrażenie, że otwieramy drzwi do innego świata".&lt;/span&gt; Skąd ja to znam. Aż łezka się oku kręci. Autor, którego niezwykle cenię, jak zawsze wie co myślę. Nie wiem skąd on mnie zna, a może szaleńcy szukają siebie na tym świecie. Uwielbiam historie, które opowiada Jostein Gaarder i styl w jakim to robi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;1 grudnia "...może wskazówki miały dosyć obracania się rok za rokiem w tę samą stronę i nagle postanowiły zmienić kierunek...".&lt;/span&gt; Jak niegdysiejsze kalendarze bożonarodzeniowe, tak w tym roku ta książka codziennie, aż do świąt będzie drzwiami do innego świata. Dzisiejszy obrazek to - Baranek z dzwoneczkiem. Nie mogę się doczekać co kryje każdy nowy dzień za zasłoną kolejnych stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(cytaty z książki "Tajemnica Bożego Narodzenia" J. Gaarder)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-4746420474700681013?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/4746420474700681013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=4746420474700681013' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4746420474700681013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/4746420474700681013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/12/grudzie.html' title='Grudzień'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-5184366645338591825</id><published>2008-11-30T03:04:00.006+01:00</published><updated>2008-11-30T04:39:35.047+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MUZYKA'/><title type='text'>Radiohead</title><content type='html'>czyli to co gra w mojej duszy przez ostatnie dni. Zimno, ciemno, nudno i tylko dzięki Radiohead życie jest znośniejsze. Ale od początku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok 1999r. Jestem u kuzyna, on akurat gdzieś wyszedł. Ja na przemian "skaczę" między MTV - VH1. Wtedy jeszcze dla MTV liczyła się muzyka, a VH1 to już w ogóle grało alternatywę. Piękne czasy. Było minęło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym "miganiu" między utworami, zatrzymałem się. Nie wiem dlaczego, może clip przypominał mi coś, może przycisk P+ się w pilocie zaciął. Nie wiem. Zostawiłem i posłuchałem. Nie wiem jak to jest zakochać się od pierwszego spojrzenia. Może wtedy jeszcze nie wiedziałem co znaczy kochać. A jednak zakochałem się. Od pierwszego słuchania. Spokojny, piękny. Nie wiedziałem dokąd zmierza. Zwrotka spokojna, piękna, hipnotyzujący wokal. I nagle - ta gitara między zwrotkami, a refrenem. Te parę ruchów ręką po strunach. Zostałem zgwałcony. Zespół to Radiohead, a utwór to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nxpblnsJEWM"&gt;CREEP&lt;/a&gt;. Do dziś mam ciary słysząc te gitarowe riffy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tamtych czasach odszukanie tego utworu graniczyło z cudem. W TV już nie widziałem, a kto będzie miał płytę/kasetę Radiohead. Ciężko było. Nikt o tym utworze nie słyszał. To nie były czasy internetu powszechnego. Czas uciekał, a ja nie mogłem zapomnieć. Przecież kochałem, nie mogłem odpuścić. Minęły prawie cztery lata, gdy po raz drugi usłyszałem ten niezwykle magiczny utwór, który tak mnie uwiódł. Cztery lata ciągłych poszukiwań. Warto było czekać, wierzyć, że ma miłość słuszna, trwać w bólu i niepewności by ją jeszcze raz zob... usłyszeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem, po pewnym czasie zobaczyłem clip do &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=szdWPWnnNls"&gt;Paranoid Android&lt;/a&gt;. Przypomniałem sobie jak jeszcze przed &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nxpblnsJEWM"&gt;Creep'em&lt;/a&gt; zachwycałem się tym animowanym teledyskiem. Jakoś nazwa zespołu nie zapadła mi wtedy jeszcze w pamięć. Podobnie było z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9Ay699qcSb4"&gt;Karma Police&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie przebudzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugie takie poważniejsze zetknięcie z tym zespołem, wypadło dzięki świetnemu filmowi. "Vanilla Sky". Na ścieżce dźwiękowej znajduje się utwór &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=i0s38lHIwRc"&gt;Everything In Its Right Place&lt;/a&gt;. Pamiętam dzień w którym go pierwszy raz usłyszałem (już po filmie). Noc z piątku na sobotę. Noc po paru piwach. Vanilla Sky Soundtrack proszę! Pierwsze starcie! Porwał mnie ten kawałek. Zmasakrował, wyprał, wysuszył. Nie czekałem na "do trzech razy sztuka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wszystko jest na swoim miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radiohead, czyli to co gra od paru dni w mojej głowie. Nie będę recenzował płyt (co najwyżej parę słów), nie będę używał fachowych słów. Wypowiem się na temat Ich muzyki jako wielbiciel muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim ta muzyka nie jest dla wszystkich. Nie chodzi o lepszych, o gorszych. Naprawdę. Nie czuję się jakoś specjalnie wyjątkowo, że uwielbiam ten twór muzyczny zwany Radiohead. Taki gust. Nie zdziw się jeśli słuchając, któregoś utworu słyszysz tylko Chaos (nie mylić z hałasem). Nie załamuj się, może to nie ta ścieżka, którą powinieneś podążać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To muzyka szalona, bez wszelkich ograniczeń. UWAŻAJ! Może doprowadzić do szaleństwa. Poważnie. Przede wszystkim jeśli nie jest to dla Ciebie chaos. Gdy widzisz w tym jakąś spójną całość. UWAŻAJ! Jeżeli się zdecydujesz, musisz się jej oddać całkowicie. Niech Cię pochłonie. Niech Cię zahipnotyzuje. Bo taka jest. Hipnotyzująca, a głos Thoma Yorka prowadzi Cię przez ten stan hipnozy. Często przesycona pesymizmem, smutkiem, bólem. Jednocześnie daje tak wspaniałe ukojenie. Jest magiczna. To magia dla szaleńców, więc UWAŻAJ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wyszła najnowsza płyta In Rainbows (2007r.) od razu zebrała najlepsze oceny krytyków. Zaczęto nazywać Radiohead muzyką tylko dla krytyków. Powiem tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze dwie płyty, są bardzo rockowe, czuć w nich dziedzictwo takich grup jak chociażby Nirvana (szczególnie Pablo Honey - pierwsza płyta). Po tych płytach zespół staje się coraz bardziej "radioheadowy". I przychodzi czas na In Rainbows właśnie. Jeśli lubisz Radiohead, In Rainbows jest najbardziej "radioheadową" płytą, a wszelkie pozytywne opinie są uzasadnione. Porywa od pierwszych nut. I nie daje za wygraną nawet po ostatnich nutach bonusowej płyty. Chcesz wracać i wracać. Bo stan w jaki wprowadza Cię Radiohead uzależnia. Daj się porwać. Nie zapinaj pasów. Nie bierz aviomarinu (czy jak to się pisze). Po utworach wymienionych wcześniej proponuje &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ruj-QBgoxN8"&gt;IDIOTEGUE&lt;/a&gt;. Całkowicie i bez kontroli. To jedyna metoda na słuchanie Radiohead. Popatrz na wokalistę, Thoma Yorka, to jest pasja! Widać, że człowiek czuje muzykę, że ta muzyka przepływa przez jego ciało. Całe ciało. Nie hamuje się, daje się ponieść jej, oddaje się jej cały gdziekolwiek go poprowadzi. Ty też zaryzykuj, poczujesz się nieziemsko, dotkniesz nieba. Czekam na nową płytę, nie wiem kiedy i czy w ogóle ale wierze i czekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst skrócony, jak się tylko dało bo można mówić i pisać. Pisać i mówić. Ale to trzeba przeżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim z którymi kiedykolwiek rozmawiałem o Radiohead. O tym warto rozmawiać, bo ciężko być samemu szaleńcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5_z7DVj-Oks"&gt;OPTIMISTIC&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(to wszytko to moje zdanie, mam do tego prawo nie musisz sie z nim zgadzać)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-5184366645338591825?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/5184366645338591825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=5184366645338591825' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5184366645338591825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/5184366645338591825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/11/radiohead.html' title='Radiohead'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5486260890383747117.post-8797805592918809444</id><published>2008-11-29T16:46:00.001+01:00</published><updated>2008-11-29T17:47:16.481+01:00</updated><title type='text'>By być...</title><content type='html'>&lt;h3 class="post-title entry-title"&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Bo po co pisać, gdy nikt tego nie przeczyta.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;h3 class="post-title entry-title"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Piszę, bo czuję potrzebę. Piszę bo muszę. Piszę by być. Nieważne czy to Ci się podoba czy nie, ja też nie lubię blogów. Jeżeli znalazłeś się tu to znaczy, że tak miało być. Przeczytaj i skomentuj jak chcesz. Witam i pozdrawiam. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/h3&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5486260890383747117-8797805592918809444?l=jarojanisz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jarojanisz.blogspot.com/feeds/8797805592918809444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5486260890383747117&amp;postID=8797805592918809444' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8797805592918809444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5486260890383747117/posts/default/8797805592918809444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jarojanisz.blogspot.com/2008/11/by-by.html' title='By być...'/><author><name>Jaro Janisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05386817355430462801</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_RwRcEorD4n4/STF01XS4U8I/AAAAAAAAAAM/eklL-pjvQ-M/S220/torwarII-5827.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
